Uderz w stół…

Po ostatnim wpisie zamknąłem PokerTexas na tydzień i poszedłem sobie odetchnąć. Wróciłem dzisiaj, patrzę … a tam 89 komentarzy i 36 plusów. Szok w trampkach – tyle jeszcze nie dostałem. Przebrnąłem przez wszystkie wywody i postanowiłem nieco skrobnąć, odnosząc się po mniejszej części do samych komentarzy, a po większej rozwijając to, o co chodziło w poprzednim odcinku, bo jak zauważyłem, prawie nikt nie zrozumiał tego, co mam do powiedzenia. Oczywiście nie będę polemizował z jakimiś idiotycznymi tekstami, które nawet do śmietnika się nie nadają.

Na początku przede wszystkim chcę podziękować wszystkim za wsparcie. Naprawdę zrobiło mi się cholernie miło i no powiem, że się normalnie wzruszyłem. Nie sądziłem, że aż takie rzesze fanów mam za sobą, co oczywiście daje sporo motywacji do pracy. Nie sądziłem również, że aż tyle osób będzie tak mocno oburzona i poczuje się urażona, ale do rzeczy. 

Masa użytkowników nazwała mnie frustratem, niektórzy nawet zalecali nie odstawiać leków i tym podobnych, a jeszcze inni proponowali pośrednio założenie blokady alkomatowej na komputer. Dlaczego? Bo napisałem tekst pod wpływem emocji? Bo mi żyłka w końcu pękła? A cóż w tym dziwnego?! Umówmy się mili państwo w jednej kwestii. Jeżeli już coś robię (a nie zdarza się to zbyt często), to wkładam w to całe swoje serce i angażuję się maksymalnie, aby zrobić coś najlepiej, jak potrafię. W takich okolicznościach przyrody ciężko nie podchodzić do swojej pracy emocjonalnie. Dlatego właśnie nie pracuję na taśmie w fabryce, czy nie zbijam palet w tartaku. Robię coś, co sprawia mi przyjemność i niejednokrotnie daje satysfakcję. Jestem w tej społeczności już ponad 6 lat i żyję nią bardzo mocno. Jeżeli komuś się wydaje, że w takiej sytuacji można podchodzić do sprawy bez-emocjonalnie, to jest w grubym błędzie. Komuś może się wydawać, że to kasa. Gdyby to była kasa, to nadal siedziałbym na PokerStrategy i przedzierałbym bilety, stosując się do idiotycznych zaleceń administracji, której nie szanuję w żaden sposób. Dlatego podchodzę do sprawy śmiertelnie poważnie, z pełnym zaangażowaniem i wkładam w to całe swoje serce i jeżeli to miałoby ulec zmianie, to dziękuję wszystkim bardzo serdecznie i szukam sobie nowego zajęcia. A tam gdzie serce, tam emocje – to chyba jasne.

Wracając do ostrego wpisu na temat trollingu. Czy to jednak było o trollach? Nie! To było o naszej wspaniałej polskiej mentalności, która doprowadza mnie do szewskiej pasji. Ona w połączeniu z internetową anonimowością to już debilizm w czystej postaci. Czy my się nie potrafimy cieszyć z sukcesów naszych graczy i kibicować w zdrowy sposób? Adrian kilka dni temu walczył o stolik finałowy. W hotboksie mieliśmy newsa, a pod nim cała masa komentarzy … ale na jaki temat?! Na temat tego, że w newsie nie podaliśmy jego nicka internetowego. Wielka dyskusja na temat prośby samego zainteresowanego, który właśnie osiąga coś, o czym marzy większość pokerzystów. Ja tego po prostu nie rozumiem.

Mam plan teraz uciąć całą tę idiotyczną dysputę na temat zamieszczania pełnych informacji o polskich pokerzystach w naszych newsach i artykułach. Bardzo często mam bezpośredni kontakt z graczami, którzy walczą w dużych eventach live i zawsze chętnie opowiadają o przebiegu turnieju, o tym, jak im się grało, o atmosferze etc. Zawsze zadaję im pytanie „czy mogę powiązać nicka z nazwiskiem”, co wydaje mi się rzeczą normalną. Weźmy na ten przykład niedawno zjechanego Adriana. Powiedział, że nie chce. Zapytałem oczywiście, dlaczego, na co on odparł mi, że się boi. I to mi wystarcza w zupełności, pomimo tego, że mógłbym wysunąć całą masę pseudo-argumentów przeciwko. Dlaczego? Ponieważ co bym nie powiedział, to nie jestem w stanie sprawić, żeby on się przestał bać. On ma do tego prawo! Koniec i kropka. To on tutaj wygrywa pieniądze w sieci, to on związał swoje życie z pokerem, który nie jest u nas legalny i to on ryzykuje. Jakiekolwiek argumenty w tym momencie nie mają żadnego sensu.

Możemy sobie gadać, że takie informacje łatwo zdobyć, możemy sobie gadać, że i tak nikt mu nic nie zrobi, możemy sobie argumentować, że przecież gra w legalnym turnieju. Sam mam informacje z pierwszej ręki, że Urząd Celny ma – mówiąc kolokwialnie – wyjebane na pokerzystów online i nawet nie dotykają tej sprawy, bo jak powiedziała mi dość znaczna figura „nie mamy jak ich łapać”. To wszystko nie ma znaczenia, ponieważ strach wynika z tego, że żyjemy w idiotycznym kraju, w którym banda debili ustanowiła jeszcze głupsze prawo, a zawsze, powtarzam ZAWSZE może znaleźć się jakiś służbista, czy zawistny rywal, który po prostu kogoś zgnoi. Mało prawdopodobne? Może i tak, ale nie niemożliwe! I tego właśnie się boją pokerzyści.

Mieliśmy już przypadki życzliwości w naszym kraju. Czy to na przykładzie Rafała Arendta, który zrobił fajny wynik kilka lat temu w Sunday Million i momentalnie na forum 2+2 pojawił się nick z donosem, że gra on na koncie swojej dziewczyny. Niedawno Raaaadzio również opowiadał w wywiadzie, że jakiś zawistny nadgorliwiec, bo inaczej już nie nazwę, doniósł na niego do PokerStars.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Nie mieliśmy jeszcze przypadku, żeby ktoś się kogoś przyczepił o grę w pokera w sieci, ale to wcale nie oznacza, że tak się – ODPUKAĆ – nie stanie. To pokerzyści, którzy wygrywają znaczne pieniądze ryzykują swoje kariery, swoje nierzadko bardzo pokaźne bankrolle i mają się prawo do ciężkiej cholery bać. Dlaczego więc ja mam zwiększać – choćby bardzo nieznacznie – prawdopodobieństwo jakiejś wtopy zamieszczając nicka obok nazwiska? Co mi to da? Co wam to da? Lepiej się kibicuje, gdy macie pełne dane? Bez żartów. Argument o rzetelności dziennikarskiej to już totalnie jakaś abstrakcja, że ja niby działam na zasadzie „wiem, ale nie powiem”. Przychylam się do prośby gracza i w moim obowiązku wcale nie leży to, żeby wywalać wszystko, czego się dowiedziałem na wierzch.

Doradców i mocnych w gębie mamy całą masę. Wszyscy się dziwią, argumentują, wysnuwają teorie oraz doradzają, ale większość z tych piewców nie ryzykuje własną dupą. Dlatego właśnie nie mają prawa, aby oceniać graczy za ich postanowienia. Gdzie bowiem wszyscy mocni w gębie się podziali, gdy ludzi ze Szczecina, Gostynia i innych miejscowości zgarniała policja wraz z Urzędem Celnym i gdy toczyły się przeciw nim sprawy sądowe? Gdzie wtedy było wsparcie i jakieś konkretne czyny. Gdzie wtedy byli wszyscy cwaniacy, którzy chowając się za monitorami, bawią się w wielce elokwentnych doradców. Już nawet zapytam, gdzie był prezes Abramczuk, a gdzie prezes Wiśniewski?! Michał w wywiadzie, który przeprowadzałem dla PokerStrategy kilkanaście miesięcy temu mówił, że on chce takiej sprawy i wtedy można walczyć! Paweł Abramczuk oferował pełną pomoc prawną i wsparcie całego związku. Gdy przyszło, co do czego, to oczywiście wszyscy odwrócili się plecami i tyle było z całego doradztwa.

Dlatego właśnie napisałem, że nie macie prawa osądzać graczy, którzy cokolwiek ryzykują. To jest ich ryzyko i oni mają się prawo bać. Niestety nikt z nas za pomocą argumentów ich tego strachu nie pozbawi, chociażby nie wiem, jak kuriozalny się on wydawał.

Wracając do naszej wspaniałej mentalności. Adrian znalazł swoje miejsce przy stoliku finałowym EPT w San Remo i zakończył dość wcześnie, na 7. miejscu. Zobaczyłem komentarze na fejsbukowym FanTeamie PokerStars i zaniemówiłem. Znalazło się oczywiście kilku specjalistów, którzy mocno skrytykowali jego grę, nie przebierając przy tym w słowach. Znalazł się tam nawet tekst w stylu – „jak on się znalazł przy FT”. Moment. Chwila. Już abstrahując zupełnie od tego, że to dobry gracz jest, jakim prawem ktokolwiek może kwestionować fakt, że dany gracz nie zasłużył, aby osiągnąć dobry wynik. Może nie grał najlepszego pokera przy stoliku, może popełnił jakieś błędy, ale psia mać, to wcale nie oznacza, że nie zasłużył, aby się przy nim znaleźć! Kto w ogóle może to osądzać?! Zawsze można napisać – „przede wszystkim gratuluję świetnego wyniku, ale moim zdaniem tutaj popełniłeś błąd albo mogłeś to inaczej rozegrać”, ale nie, że ktoś grał do dupy i w ogóle to zasiadł przy tym FT z przypadku. Nie zasiadł z przypadku. Po pierwsze, znalazł się na tym turnieju – co wcale nie jest takie proste, pomimo tego, że nasi specjaliści uważają to za normalkę. W końcu to tylko turniej za 5000 €, każdy sobie może w takim zagrać … Po drugie, doszedł do stolika finałowego przy fieldzie ponad 700 graczy! Ludzie, przecież to jest naprawdę spore osiągnięcie. W Polsce mieliśmy tylko czterech graczy przed Adrianem, którzy dokonali tej sztuki – Grzesiu Cichocki, Adam Robak oraz po dwa razy Marcin Horecki i Artur Wasek. To chyba mówi samo za siebie. Tutaj powinny znaleźć się wielkie gratulacje i uznanie, a nie podważanie kompetencji gracza!

Kończąc już ten wpis, nie żałuję w żadnym momencie, że zamieściłem poprzedni. Pomimo tego, że wielu z was oburzyło się bardzo wielce, bo mnie podobno nie wypada się tak unosić, to nie żałuję. Dostałem sporo wsparcia od ludzi, na których opinii mi zależy, sporo wsparcia od graczy, którzy nie udzielają się na PT, a którzy w pokerze osiągnęli naprawdę wiele. Kto zrozumiał przesłanie, temu chwała, a kto się miał poczuć urażony, ten widocznie miał za co i niech się tak czuje nadal. 

Zapraszam do rzeczowej dyskusji wszystkich, którzy się ze mną nie zgadzają. Jednakże nie do naparzania komentarzy, ale do udziału w podcaście, który będziemy nagrywali jutro lub w piątek. Bardzo chętnie wymienię poglądy na temat dziecinady, przyjmę krytykę odnośnie mojego ostatniego wpisu, ale bardzo bym chciał przynajmniej ją usłyszeć.

MUZYCZNA EDUKACJA MŁODZIEŻY

Kiedyś na potrzeby audycji radiowej zrobiłem sobie zestawienie dziesięciu utworów, które wywarły największy wpływ na kształtowanie mojej świadomości muzycznej. Na pozycji 3. znalazł się zamykający płytę „Red” kawałek „Starless” grupy King Crimson. Ten monumentalny utwór przypomina mi układanie jakiś dziwnych puzzli. Najpierw dostajemy piękny obrazek, który zostaje podarty na kawałki, rozwalony w strzępy, przechodzi w niemalże kakafoniczny zgiełk, aby odbudować się na nowo w jeszcze wspanialszej postaci.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS