Poker – gra ludzi.

W ostatnim wpisie dostałem od Was reprymendę za to, że wprowadziłem „wywiad” do wpisu blogowego. Długo się nad tym zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że nie widzę jednak nic złego w tym, by swoje przemyślenia wzbogacać o … Wasze przemyślenia.

Bo koniec końców, rozchodzi się właśnie o Was, czy raczej o nas. O graczy, którzy każdego dnia toczą swoją walkę o wyniki. Jedni o większe, inni o mniejsze. Ja w tej chwili walczę o czas na grę regularną ale i na wiele innych kwestii. Jestem aktualnie na dość intensywnym kursie na Trenera Fitness gdzie spędzam dzień w dzień po 8 godzin na siłowni (już drugi tydzień, za chwile egzamin). Z tego też powodu czasu mam coraz mniej ale to nie znaczy, że wokół mnie nie dzieje się nic pokerowego. Dzieje się. Koledzy walczą.

Koledzy grają codziennie. Jedni dopiero torują sobie drogę na wyższe stawki inni już tam są i myślą co dalej. Czy iść w grę Live czy zainwestować w młodszych graczy.

Wydaje mi się jednak, że rozmyślania bogacza o tym co zrobić z kasą nie są tak ciekawe i interesujące jak peryferie życia gracza „low stakes”. Fajnie dowiedzieć się, że SuperNova Elite kupuje sobie Porsche za punkty FPP ale heh, ilu z nas może to odnieść teraz do swojego życia? Ja nie. Mogę jednak odnieść sytuację, którą przeżył … no właśnie. Gracz taki jak my.

Do dzisiejszej rozmowy, wywiadu, zaprosiłem gościa, którego obserwowałem już dość dawno. Chociaż może obserwowałem to złe słowo. Po prostu wszyscy siedzieliśmy na tym samym kanale TeamSpeaka i gadaliśmy też codziennie na Facebooku. Nie tylko o pokerze ale i obieganiu i treningach itd. Można więć powiedzieć ,że nie tyle „obserwowałem” co byłem świadkiem tego, czego dokonał owy gość.

A czego dokonał? Z perspektwy osoby stojącej z boku wyglądało to mniej więcej tak. Długi grind na staku, przechodzimy na swoje i dostajemy kopa w brzuch (czytaj – tracimy powoli ale sukcesywnie bankroll). Na kanale lecą bluzgi. No to jeszcze raz, może na staku jest łatwiej. I znów, stacking, upswing -> na swoje -> downswing. Bluzgi po raz drugi. Szczerze to nie wiem ile było czego. Zgubiłem się w gorzkich żalach, które czasami bywały.

To co mi jednak bardzo imponowało to to, że czy dzisiaj bluzgał czy nie, czy znowu zbadał co ciekawego kryje się pod EV… jutro siadał do sesji jak gdyby nigdy nic.

I przyszedł dzień, Waniol – bo o nim mowa – odpala turniej MTT (na micro, nie na hajstejksach, czyli z głową) i boom, jest ship! Ja akurat mocno zaabsorbowany więc temat jakby lekko odbił się od mojej głowy… aż tu nagle patrzę, a tu minęło raptem kilka dni i znowu Waniol shipuje w turnieju MTT…

Musiałem się dowiedzieć co się stało. Jak to się stało? Jak gracz, który ciągle dostaje, momentami brzmi jakby miał ochotę rzucić to wszystko w cholerę, ma siłę i opanowanie żeby zrobić nagle takie dwa mocne wyniki ? (W sumie na ok $3000)

Musiałem to zbadać więc zaprosiłem Waniola do wywiadu. Poczytajcie co mi ciekawego powiedział:

airwee: Zacznijmy od początku. Skąd poker w Twoim życiu?

Poker poznałem dwa lata temu na wyjeździe ze znajomymi, kolega wziął ze sobą walizę i graliśmy wieczorami. Od samego początku bardzo spodobała mi się ta gra. Po powrocie do domu postanowiłem lepiej nauczyć się w nią grać. Zacząłem czytać artykuły w internecie, zainwestowałem w kupno książki Harrington on Holdem. Sprawiała mi ta gra bardzo dużą przyjemność i chciałbym być w niej dobry.

airwee: W co grałeś „poważniej”?

Poważna gra zaczęła się w momencie gdy byłem bliski zbankrutowania swojego pierwszego bankrolla z pieniędzy na które musiałem zapracować. Nie jestem cudownym dzieckiem który z kapitału startowego zrobił olbrzymi bankroll i nigdy nie wydał ani złotówki na pokera. Zacząłem wtedy interesować się grami stolikowymi, bo niestety w SNG mi niezbyt szło. Znalazłem na internecie bardzo dobry artykuły jak przejść NL2. Przyswoiłem sobie zawartą w nim wiedzę i zaczałem grać. Miałem wtedy około 15BI na nl2. Na początku nie było łatwo, nie byłem pewien swojej gry i poprosiłem autora tego artykułu, żeby poanalizował ze mną grę. Przemek, bo tak ma na imię zgodził się i stwierdził, że gram dobrze  więc to jest kwestia większej ilości rozdań, żebym zaczął wygrywać.  Pamiętam jak każdy wygrany dolar bardzo mnie cieszył. Później pracujać ciągle nad swoją grą przeszedłem jakoś przez wszystkie kolejne limity dochodząc do NL25.

airwee: Skąd pomysł na turnieje SnG?

SNG zawsze podobały mi się bardziej niż gry stolikowe. Niestety nie byłem zbyt dobry w tej odmianie. Pomysł by do niej wrócić narodził się gdy miałem już trochę większy bankroll i doszedłem do limitów (na cashu) na których średnio sobie radziłem. Postanowiłem wtedy grać SNG i grałem różne turnieje 9, 18, 45, 90 osobowe. 18tki i 90tki w tamtym czasie najbardziej przypadły mi do gustu.

airwee: Opowiedz nam nieco o stakingach jak to wyglądało bo z tego co pamiętam były niezłe zawirowania. Kończyłeś jeden, przechodziłeś „na swoje” i spadek i od początku kolejny staking i znowu budowa rolla a potem historia się powtarza. Jak to dokładnie było?

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Sam już dokładnie nie pamiętam jak to było. Skończyłem pierwszy staking i jakoś źle sobie policzyłem ile mogę wypłacić, żeby zostało dość kasy w bankrollu na granie. W wyniku tej pomyłki zaliczyłem swoją pierwszą torbę. Wziąłem drugi staking na którym zbudowałem „wystarczający bankroll” na 180tki 2,5$. To było około 400BI. Zacząłem grać za swoje i dostałem ładnie po dupie.. Spadłem poniżej 100BI w rollu i myślałem już o kolejnym stakingu. Postanowiłem pograć MTT z myślą „Shipnę coś i będę miał znowu swojego rolla na grę 180tek, albo zaliczę kolejną torbę i poproszę o kolejny staking”. Nie polecam nikomu takiego podejścia jeśli nie ma się zabezpieczenia. Gdybym wiedział, że nie dostanę nastepnego stakingu musiałbym po prostu zejść na niższe stawki i tam odbudowywać rolla.

airwee: Co sprawiało, że nie zniechęciłeś się do gry? Na pewnym etapie wiele osób stwierdza, że wyników brak to po co grać. Co Cię przekonało, żę warto walczyć dalej?

Nie raz zniechęcałem się do gry, ale to tak na kilka dni maks tydzień. Po prostu musiałem sobie robić jakaś  przerwę. Dobrzy pokerowi znajomi oraz wyniki najlepszych graczy przekonują, że warto.

airwee: Rozmawiałeś z innymi o swoim „stanie umysłu”? Czy radziłeś sobie samodzielnie? Czy miałeś wsparcie przez cały ten czas?

Rozmawiałem z chłopakami na TeamSpeaku. Powtarzali mi dziennie: „Co to jest za próbka?! Liczy się longrun, graj swoje i rób volume.” Samemu ciężko było mi się zmotywować do gry. Nie było wyników i nie chciało mi się grać. Gdyby nie to, że miałem staking.. Czyli umowę z drugą osobą i trzeba było się z niej wywiązać to nie wiem co i czy w ogóle bym jeszcze grał. Dobrym motywatorem gdy zaczynałem marudzić, że przestanę grać były docinki typu: „To idź pracować w Biedronce”. W tym miejscu chciałbym pozdrowić i podziękować za wsparcie chłopakom z kanału AntyCebula. W szczególności mojemu „stakerowi” i trenerowi, bez którego nie doszedłbym tu gdzie jestem. Dzięki!

airwee: Schodzisz z SnG, odpalasz MTT i nagle ship, i drugi, i trzeci? Za dużo? ile tego było i co konkretnie grałeś?

Grałem różne turnieje turbo, regularne, knockouty, 6maxy, rebuye co było w sofcie.
Udało się wygrać dwa turnieje na przestrzeni dwóch tygodni. 
Pierwszy to 1,35$ [Turbo, Knockout] wzięły w nim udział 8242 osoby i otrzymałem 1246,32$
A drugi był 5,40$ [Turbo, Knockout] w nim brało udział 3168 osób i zgarnąłem 2009,75$.

airwee: I jak sprawiłeś, że Twoja gra mimo tego ciągłego obrywania była dobra.

Po prostu starałem się grać ciągle swoje. Nie przejmować się tym na co nie mam wpływu. Ciężko jest się przyzwyczaić do tego, że „ciągle” przeciwnikowi spada na river lub znowu znalazł nutsy na big blindzie. Jednak takie są uroki tej gry. Raz ty komuś sprzedasz suckouta a innym razem on tobie.

airwee: I co teraz? Dalej MTT czy powrót na SnG?

Aktualnie gram mieszane sesje. Opalam MTT turbo do 6$ + jakieś satelity do większych turniejów i 180tki za 2,5$. W niedalekiej przyszłości, gdy pozwoli na to bankroll i popracuję jeszcze na skillem planuję wejść na wyższe stawki 180tek.

airwee: Co polecałbyś innym graczom, którzy też mają takie swingi i mówiąc wprost, mają dość.

Po pierwsze najlepiej odpocząć jakiś czas. Kilka dni przerwy i człowiek wraca taki „głodny gry”. Można wyjść gdzieś ze znajomymi, odpalić jakaś grę na komputerze lub poćwiczyć coś np. iść pobiegać. A druga sprawa to analiza swojej gry z lepszymi graczami. Podczas downswingu ciężko ciągle grać A-game a spazując tylko pogarszamy sprawę.

airwee: no to na koniec, bogaczem jeszcze nie jesteś ale z ciekawości, na co przeznaczysz wygraną kasę? 🙂

Wygrane pieniądze podzieliłem między trzy rzeczy: bankroll, wyjazd do Pardubic i nowe stanowisko pracy (komputer, wygodny fotel, biurko). Do teraz siedziałem na zwykłym krześle przy małym stoliczku z 17″ laptopem.

Dzięki za wywiad.

——–

Jak widać nie było do końca tak jak mi się wydawało. Tzn inaczej, owszem, grał i nie przestał ale głównie przez poczucie „obowiązku”. Staking i zobowiązania wobec kogoś innego (i wobec siebie, żeby nie zawieźć kogoś) utrzymały u niego dyscypline gry. To, co jest tak ważne, żeby w życiu osiągnąć cokolwiek.

Ile bym książek pokerowoych nie przeczytał, wszędzie pojawiają się inni ludzie. Doyle miał swoich kolegów, z którymi dzielili się bankrollem. Victoria Coren miała swoich kolegów, z którymi się wspierali (choć jej ksiażka zalatuje romansidłem :P).

Poker to gra między człowiekiem a człowiekiem. To jest to, co sprawia, że mamy „wyrównane szanse”. Nie walczymy z automatem, nie walczymy z systemem, nie walczymy z kasynem. Walczymy z innym graczem. Takim samym jak my.

Wydaje mi się, że sukces pojawia się wtedy, kiedy Ci inni graczej stają się również naszymi przyjaciółmi i kompanami w walce. Kiedy nie tylko z nimi siadamy do stolika ale i dzielimy się swoimi przemyśleniami, problemami i zagwozdkami.

Mi na szczęście takich ludzi nie brakuje. A Wam?

Kod do rejestracji: POKERTEXAS