Miami Poker Club

Udało mi się osiągnąć pokerowy cel – w czerwcu nie zagrałem ani jednego rozdania na stołach cashowych. Przyznam, że nie było to trudne wyzwania dla mnie, ponieważ miałem sporo obowiązków zawodowo-biznesowych, a dodatkowo zobaczyłem niemalże wszystkie mecze euro w tv. Planowałem pobawić się w granie turniejów, jednakże odpuściłem. Poza brakiem czasu, powodem był bardzo niestabilny internet. Obecnie nie mam stałego łącza, używam orange na kartę i niestety nie działa idealnie. A szkoda mi nerwów na grę w pokera i zastanawianie się kiedy znów stracę zasięg i będę zmuszony resetować modem. Właściwie to poczyniłem nawet pewne starania, żeby rozwiązać problem z zasięgiem. Nabyłem modem (obsługujący też darmowy internet aero2) z dodatkową anteną. Myślałem, że antena rozwiąże problem zrywanych połączeń. Nowy modem zadziałał ze dwa razy, a później padł… Motyla noga, kurcze pióro! W tym tygodniu zawiozę go do reklamacji. Swoją drogą to dla mnie zagadkowa sprawa. Modem działał – bo nawiązał połączenie – a potem przestał. Instalowałem go na kilku komputerach i nic. Karta sim jest na 100% sprawna, na co dowodem jest niniejszy odcinek bloga, zamieszczony przy użyciu starego modemu. Przy okazji zapytam czy ktoś z was miał doświadczenia z aero2? Da się grać w pokera?

Skoro czerwiec był tak ubogi pod względem gry to wspomnę z nostalgią o mym wyjeździe do Budapesztu w 2011 r. Mam taką tradycję, że raz do roku, z grupką kolegów, organizujemy typowo męską eskapadę na około 5 dni w jakieś ciekawe miejsce. Zostawiamy w domu nasze lepsze połówki i ruszamy na zwierzacką przygodę. Hasło przewodnie tych wypraw to: „Dziwki, wino i pianino”. Hasło jak hasło, alkohol i muzyka są codziennie, natomiast naszych kobiet oczywiście nie zdradzamy.

Tak się składa, że nasze wojaże wypadają zazwyczaj w kwietniu. I tak np. kiedy w 2010 r. Polska pogrążona była w żałobie narodowej po katastrofie lotniczej w Smoleńsku, to my moczyliśmy tyłki w podberlińskim aqua parku www.tropical-islands.de/pl/goscie/atrakcje.html.

W zeszłym roku polecieliśmy do Budapesztu. Alkohol z „bezcłowego” umilał czas. Jako, że kwiecień i rocznica katastrofy, to pojawiły się niesmaczne żarty, których wstydzimy się do dziś. Podczas lądowania, ktoś z nas (mam nadzieję, że nie ja) głośno zażartował „Pull up, pull up! Terrain ahead!”. Wzbudziło to wesołość kilku współpasażerów. Esz… niektórzy to nie potrafią się zachować… Na szczęście służby ogrodnicze budapesztańskiego lotniska przycinają regularnie okoliczne brzozy, tak więc nie zawadziwszy o nic, wylądowaliśmy bez problemu.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Cały wyjazd był udany, trochę pozwiedzaliśmy, pobiesiadowaliśmy, pełen luz. Jako, że z tego grona tylko ja grywam w pokera, postanowiłem, na jeden wieczór odłączyć się od grupy i poszukać emocji przy zielonym stoliku. W internecie znalazłem www.miamipoker.hu Miami Poker Club. Lokal ten znajduje się w sporej galerii handlowej. Zagrałem turniej – 50.000 żetonów na start (wkupne około 100 zł na nasze). Blindy startowe 100/200 rosły co 30 minut. Mają w klubie ponad 30 stołów, co pozwala zorganizować całkiem spory turniej. Cash też grają, ale dokładnie co i jakie stawki nie patrzyłem. Gracze w większości niezbyt dobrzy, no ale to w końcu turniej z niskim wpisowym. Sporo starszych graczy (panów 55+), oglądających zbyt wiele flopów oraz bez pozycji. Także młodzi gracze w koszulkach z logo różnych stron pokerowych, którzy w większości wiedzieli co robią. Rozgrywka przebiega bardzo sprawnie, ponieważ mają krupierów i krupierki. Na plus należy zaznaczyć, że krupierki bardzo ładne, a co do krupierów – to nie zwróciłem uwagi… Cały turniej grałem dość murkowato i pokazywałem tylko dobre ręce i mocne układy. Odpadłem po dobrych kilku godzinach, mając średni stack. Węgierski dziadek (grający zbyt luźno) otworzył ze środkowej pozycji. Jako, że to już była faza ante i wielkość puli pre flop była atrakcyjna do przejęcia, po serii foldów, zdecydowałem się zagrać all in (był to lekki overbet, ale zagranie moim zdaniem poprawne) z AK. Dziadek sprawdził od razu (miał trochę więcej żetonów niż ja, a ten call stanowił około 70% jego stacka) z siekierkami (77). Nic nie trafiłem i lepsza ręka się utrzymała. Żałowałem, że nie miał AQ lub AJ, bo jestem pewien, że też bym dostał call. Niemniej lepsza ręka się utrzymała. Z gry odpadłem poza kasą, ale atmosfera sympatyczna, bardzo miło spędziłem czas.

Szkoda, że w Polsce nie ma takich miejsc jak Miami Poker Club. Klubów gdzie można przyjść, na jednej sali popykać w bilarda, a na drugiej w pokerka. Nie ma specjalnych wymagań co do ubioru, trzeba jedynie być pełnoletnim i można wejść. Ubolewam, że w Polsce pozbawiony jestem możliwości odwiedzenia pokerowego klubu, żeby za stówkę zagrać w karty i w sympatycznej atmosferze napić się coli.

Czy, żeby pograć w pokera już zawsze zmuszony będę lecieć do Miami… w Budapeszcie?

Kod do rejestracji: POKERTEXAS