Wielki sukces Artura Waska i jego otoczka
Nieeleganckim zachowaniem byłoby rozpoczęcie tego wpisu od czegoś innego, aniżeli ponownego podkreślenia wielkiego sukcesu naszego pokerzysty, Artura Waska. Artur, jeszcze raz wielkie i najserdeczniejsze gratulacje ogromnego sukcesu, jaki osiągnąłeś w Berlinie!
Artur został czwartym Polakiem na stole finałowym w historii turniejów European Poker Tour (wliczając Adama Robaka).
Przejdę teraz prędko do reakcji i wypowiedzi jakie pojawiły się w internecie po wyczynie Polaka. Uważam to za bardzo przykre, że niektórzy zamiast pogratulować naprawdę genialnego rezultatu, skupili się na obrażaniu Artura od donków, debili, farciarzy. O samej grze i jej ocenianiu będzie za chwilę. Dla mnie oczywistym jest, że podczas turnieju i świeżo po zakończeniu gry na czwartym miejscu, każdemu, bez względu na jego grę, należą się po prostu gratulacje! Nie znaczy to, że nie należy dyskutować na temat ogólnej gry i konkretnych rozdań, a nawet ich krytykować. Wydaje mi się tylko, że takie rzeczy można by zrobić po paru dniach w oddzielnych wątkach.
Niemiłe i obraźliwe wpisy podczas walki Artura o stół finałowy na pewno mu nie pomagały. Byłem na miejscu i bardzo dużo z Artkiem rozmawiałem. Wszelkie uwagi i wrzuty pod jego adresem bardzo go przejmowały. Czasem wręcz nie pozwalały mu się skupić na grze. Polak wielokrotnie podchodził do mnie i pytał: "Łysy, co oni piszą? Przecież gdybym był donkiem, to bym tu nie doszedł! Naprawdę uważasz, że tak źle zagrałem?". W tym momencie, przy takim deep runie i wysokich nagrodach, najważniejsza jest pełna koncentracja, a nie przejmowanie się uwagami w internecie. Ja w takich momentach mówiłem Arturowi zupełnie szczerze: "Artur, zlej to! To Ty jesteś tutaj i to Twoja gra zaprowadziła Cię tam, gdzie obecnie jesteś. Graj to, co grałeś do tej pory, bo jak widać dobrze Ci to wychodzi i dobrze się w tym stylu czujesz". Również nie zgadzałem się z wieloma zagraniami Polaka, ale to że nasza gra nie mieści się w aktualnych konwencjach pokerowych oznacza, że mamy ją zmieniać, jeśli nasz styl jest skuteczny? Bzdura!
Poker jest grą, gdzie na rozegranie konkretnych układów jest dokładnie tyle możliwości ilu graczy na świecie. To jest właśnie pięknem tej gry. Doskonałym przykładem jest eliminacja z EPT Berlin Grasia. Bardzo mi się podobała jego gra i wyśmienicie on dostosowywał on ją do swoich przeciwników. Jednakże zestackowanie się z Q 3 może być dla wielu szokujące i nie do zaakceptowania. Dlatego, że zagrał inaczej niż niektórzy oceniający, to powód nazwania go również donkiem? Mi akurat to rozdanie się bardzo podobało, a osoby które uznają to za zbędną agresję i błędne rozegranie wcale nie będą w moich oczach debilami, tylko ludźmi, którzy mają inny styl gry. Taki już jest poker!
Przejdźmy więc do samej gry Artura. Nie wchodząc nikomu w dupę, nie zgadzam się z nazwaniem Artura donkiem. Na pewno dopuścił się on wielu, w ogólnym pojęciu, błędów (nie wiem, czy to do końca jest dobre słowo):
- podbicia preflop do 6xBB z premium hand na pewno nie wygenerują nam akcji
- call preflop za ponad połowę stacka
- szybkie decyzje z silnymi układami, brak tak zwanego "teatrzyku"
Tak naprawdę to poważnymi zarzutami mogą być tylko pierwsze dwa punkty. W przypadku ostatniego, Artur tak samo podejmował instant decyzje blefując, więc przynajmniej trzymał się jakiś wyznaczonych linii zagrań.
Uwagi, że jest donkiem, bo zdradzał mową ciała, że ma grubo również uważam nie na miejscu. Jestem ciekawy ilu z nas, po obejrzeniu asów na stole finałowym EPT, walcząc o milion euro, byłoby w stanie utrzymać kamienną twarz. Jedyne co, to szkoda, że Artur nie czekał po prostu z podnoszeniem kart na swoją kolej, wtedy była szansa na to, że ktoś przed nim zagra.
Gra Artura na EPT Berlin była na pewno bardzo tight. Przypatrując się jego rozdaniom ciężko wynaleźć ręce, w których miałby mnóstwo szczęścia. On naprawdę doszedł do tego stołu solidną grą tight. Jestem w stanie nawet stwierdzić, że był graczem, który po drodze na FT sprzedał najmniej suckoutów (pozostali, agresywni gracze na pewno mieli ich na koncie mnóstwo). Pierwszego dnia wykonał bardzo odważny call na riverze, stawiając na szali swoje turniejowe życie. Wielokrotnie używał swojego wizerunku do blefowania, co zapewniało mu kolejne żetony. Czy bycie tight, to od razu donkostwo? Czy Dan Harrington jest donkiem?
Wiele w grze Polaka jest niedociągnięć i są one niezaprzeczalne. Słynna para siódemek i call 3-beta preflop za 13.000, kiedy Artur zostawił sobie 11.000, to też zagranie, którego większość z nas nigdy by nie wykonała. W tym przypadku, uratowało mu to zapewne byt turniejowy, bo jakby doszło do all inów preflop, to już na flopie: K Q 9 nie wróżyłbym Artkowi podwojenia.
Stół finałowy to już oddzielna bajka, która zdecydowanie go przerosła. Zdając sobie sprawę z faktu, że odstajemy grą od przeciwników, to strategia Artura była optymalna! Dał się wykosić czterem agresywnym przeciwnikom, dzięki czemu wygrał o ?210.000 więcej.
Kończąc temat gry Artura, powtórzę, że jest to bardzo przykre, co się wydarzyło w komentarzach internetowych. Czy jeśli Małysz wygrałby złoto olimpijskie, bo akurat by mu zawiało pod narty też byście tak reagowali? Pewnie nie, bo nie uprawiacie skoków i każdy by gratulował.
Artur swój wynik osiągnął naprawdę bardzo solidną grą tight we wcześniej fazie turnieju i z reguły na showdownie to on był z przodu i nie potrzebował magicznych turnów i riverów. Sama rozgrywka finałowa nieco go przerosła, ale towarzystwo miał takie, że przerosłaby pewnie większość z nas.
Niestety takie zachowania w internecie i ciągłe krytykowanie działają na ogólną niekorzyść całego polskiego pokera. Wielu wyśmienitych graczy woli cicho siedzieć w domu i nie udzielać się nigdzie publicznie, bo nie mają zamiaru wysłuchiwać, że są donkami, choć ich wyniki są genialne! Gdyby nastawienie naszego społeczeństwa było z goła inne, moglibyśmy się od tych osób naprawdę wiele nauczyć, bo zapewne wtedy zechcieliby podzielić się z nami cennymi uwagami na temat różnych strategii gry.
Zapewne powyższe przemyślenia wywołają teraz masę wrzut pod moim adresem, ale tak to oceniam. GRATULACJE ARTUR!
Napad na Hotel Hyatt
Turniej w Berlinie pozostanie w pamięci wszystkich miłośników pokera, jako pierwsze EPT, na którym doszło do napadu z bronią w ręku.
Osobiście pamiętam to wydarzenie jak przez mgłę. Siedziałem sobie spokojnie w pressroomie i obserwowałem grę na stole telewizyjnym, gdy naszych uszu dobiegły wrzaski z korytarza. Pomyślałem, że komuś nie spodobał się call przeciwnika i doszło do jakiejś przepychanki. Wyleciałem z naszego pokoju i od razu spotkałem jakąś uciekającą kobietę, która krzyczała "There is a rush!". Olałem to ostrzeżenie i pobiegłem dalej. Wtedy właśnie stanąłem jakieś 5 – 10 metrów przed gościem z maczetą w ręku. Było to podwójnie przerażające, bo ja biegłem na niego, a on na mnie z jakimiś dzikimi wrzaskami. Był to moment, gdy napastnik ubrany na czarno na filmie wybiegał w prawą stronę kadru, wrzeszcząc coś po niemiecku. Dobrze, że intuicyjnie uciekłem, bo potem na piętro powróciło trzech napastników, w tym jeden z pistoletem (powrót trójki jest widoczny na filmie w prawym rogu w 51-wszej sekundzie).
Autorem powyższego filmu jest jeden z niemieckich dziennikarzy pokerowych. Za swoją odwagę/głupotę zarobił on zresztą od RTL-u ?4.500. To jest dopiero dla mnie debilizm, że na filmie widocznych jest tyle osób, które spokojnie się wszystkiemu przypatrywały. W końcu były tam co najmniej dwa pistolety (czerwony napastnik i jeden z czarnych). Sytuacja ewidentnie wymknęła się im spod kontroli. W takim momencie nigdy nie wiadomo, czy nie zaczną w szoku strzelać! Jak widać potencjalne ofiary same pchały im się na muszkę!
Cała ta sytuacja doprowadziła do tego, że wraz z Łukaszem Waskiem wystąpiliśmy w materiale TVN24, który w dużo większym rozmiarze został również wyemitowany w wydaniu głównym "Faktów" w niedzielę 07.03.
Tutaj pojawia się kolejną dyskusja. Wiele osób obarcza PokerStars odpowiedzialnością za całe zajście. Na pewno można było lepiej zabezpieczyć salę turniejową! Dotychczas jednakże wszelkie środki bezpieczeństwa wyglądały tak samo. Nie będę się tutaj rozwodzić jak w akapicie o Arturze, gdyż mam tylko jeden wniosek na ten temat.
Uważam, że skrajną głupotą jest umieszczanie stolika do rejestracji do turniejów w korytarzu hotelu. Siłą rzeczy nie ma tam odpowiedniej ochrony (niewykluczone, że sam hotel nie zezwala na obecność ludzi uzbrojonych). W dniach 1A i 1B przy tych stolikach odbywała się również rejestracja do Main Eventu. Do czasu zakończenia rejestracji wszystkie pieniądze pozostawały właśnie tam. W dniu napadu leżała tam kasa za high roller i dwa pozostałe side eventy, prawdopodobnie około ?1.000.000. Taka, niezabezpieczona, suma musi działać jak wabik na przestępców.
Bezapelacyjnie rejestracja do turniejów powinna odbywać się tylko i wyłącznie w kasie kasyna, gdzie miejsce mają o wiele lepsze zabezpieczenia i takie pomysły na pewno nie wpadły by do głowy takim amatorom jak w Berlinie. Nie jest chyba problemem zrobić rejestrację w kasynie, gdzie gracze otrzymywać będą tickety do turnieju, z którymi będą następnie się kierować na salę turniejową w hotelu.
Mam nadzieję, że to właśnie będzie jedyna zmiana na European Poker Tour. Byłoby wielką szkodą, gdyby wydarzenia z Berlina spowodowały na przykład zakaz wstępu na salę kibiców i jakieś specjalne ograniczenia w pracy prasy.
Pojawiły się też różne głosy, o tym że napad ten wpłynie niekorzystnie na postrzeganie pokera na świecie. W tym przypadku w stu procentach zgadzam się z Marcelem Luske, który w poniższym wywiadzie przyznaje, że tu nie jest winny poker, ale pieniądze. Zawsze tam, gdzie znajduje się sporo gotówki, istnieje duże zagrożenie napadem. Przecież do napadów na banki dochodzi z dużo większą częstotliwością, a ludzie wciąż do nich chodzą i korzystają z ich usług.
Powrót do Warszawy
Kiedy już udało mi się w miarę ochłonąć po wszystkich wydarzeniach związanych z EPT Berlin, w poniedziałek udałem się w drogę powrotną do Warszawy. Z hotelu musiałem wymeldować się o godz. 11, a samolot zabookowany miałem dopiero na 20:10. Udałem się więc na jakieś zakupy i obiad. W końcu nie miałem już co robić, więc pojechałem na lotnisko, na które dotarłem trzy godziny przed wylotem. Okazało się, że całe szczęście, bo mój lot został odwołany, a jedyną opcją na powrót tego dnia do domu był lot o 18:15 do Frankfurtu, a stamtąd do Warszawy. Przyjeżdżając na lotnisko trochę później, już bym się na ten samolot nie załapał i zostałbym zmuszony do spędzenia kolejnego dnia na niebezpiecznej ziemi berlińskiej!
W związku z opóźnieniem powrotu, dałem znać jak zwykle roztrzęsionym rodzicom, że będę później, bo przygody berlińskie wciąż mnie prześladują. Rzuciłem wtedy jakiś tekst w stylu: "Do kompletu brakuje mi już tylko jakiś terrorystów na pokładzie samolotu".
Po dotarciu do Frankfurtu udałem się pod mój gate i…w poczekalni siedziała grupa z 30 – 40 Arabów (na oko Palestyńczycy – kiedyś z jednym pracowałem to już trochę ich rozróżniam)! Nie jestem żadnym rasistą, który każdego Araba uważa za terrorystę, ale przypominając sobie rozmowę telefoniczną, padłem prawie ze śmiechu!
Oczywiście cało i szczęśliwie dotarliśmy na Okęcie i mam teraz nieco czasu, aby dojść do siebie po tej całej "berlińskiej eskapadzie".
Pozdrawiam!


