Pobudka
Mój tryb życia (jaki tryb?:/) to jedna wielka masakra. Nie mam ustalonej godziny o której wstaję, nie wiem ile godzin dziennie śpię lub spędzam na graniu, jadam zupełnie nieregularnie, rzadko wychodzę z domu i prawdę mówiąc po kilku miesiącach takiego życia czuję się tym naprawdę zmęczony. Toteż wczoraj, koło 11 rano kiedy zbierałem się po nocce do spania, trzymały mnie jeszcze 2 redbulle wypite w nocy i nie mogąc zasnąć postanowiłem zagrać jeszcze kilka godzin sesji żeby przetrzymać do wieczora i następnego dnia wstać w miarę rano i wreszcie coś z tym zrobić. Sesja wyszła w miarę udana, choć koło godziny 17 czułem że już padam, więc skończyłem stoliki i padłem do łóżka po to żeby obudzić się niemal 15 godzin później, o 7:52. Z reguły śpię długo, 8-10 godzin, ale nawet jak na mnie 15h to hardkor, ale chyba na dobre mi wyszło bo wstałem pierwszy raz od dawna w miarę wypoczęty (choć z bólem głowy). Wtedy też wpadłem na pomysł tego bloga, a teraz jest 9:18 i go realizuję. Postanowiłem w miarę możliwości we wpisie blogowym przedstawić jak mają wyglądać moje najbliższe dni, mam nadzieję że jest to choć trochę interesujące 🙂
Pierwsza ciekawa sprawa zaczyna się dla mnie przy śniadaniu. Wiadomo, że najważniejszy posiłek dnia i że trzeba zjeść by dzień był udany. Tu się pojawia problem, ponieważ niemal zawsze po pobudce nie jestem w stanie nic w siebie wcisnąć. Nawet jeśli czuję głód, mam jakąś taką blokadę i na samą myśl o jedzeniu robi mi się trochę niedobrze. Do tego wszystkiego palę papierosy, przez co zdecydowanie za często przed zjedzeniem czegokolwiek zdążę już spalić 2 (z tego co mi wiadomo to jakaś masakra dla moich wnętrzności). Dziś postanowiłem zacisnąć zęby i zrobić inaczej, zacząłem robić jajecznice na boczku, ale jak poczułem zapach smażonego bekonu automatycznie mi się zrobiło źle i porzuciłem ten pomysł zostawiając mięcho razem z cebulką na patelni. Jasnym stało się, że muszę zjeść coś lekkiego, także moje dzisiejsze śniadanie składa się z kubka jagód, pokrojonego banana, łyżki miodu i jogurtu naturalnego, do tego zielona herbatka, smaczne, zdrowe i chyba w miarę pożywne także jestem z tego bardzo zadowolony 🙂
Zabieram się właśnie do rozpoczęcia sesji. Dziś planuje zagrać dwie co najmniej 5cio godzinne sesję. Postanowiłem porzucić turnieje MTT na jakiś czas już całkowicie i grać tylko i wyłącznie sity, zagram ich w tym miesiącu naprawdę sporo, może uda mi się wyrobić milestone bonusa i w sierpniu przemyślę sprawę i być może wrócę do MTT. Jako że gry rano jeszcze trochę śpią, do swoich sitów 18, 45 i 180 osobowych dorzucam 9osobowe. Stawki jakie gram to od $6.50/45os do $38/45os. i wszystko pomiędzy. Bez muzyczki się nie da więc na miły początek dnia i sesji Westbam – One World One Future
Południe
13.45 skończyłem pierwszą dzisiejszą sesję, 132 turnieje i ponad $700 profitu, tak właśnie ma być, elegancko i spokojnie małymi krokami do przodu 🙂 Od jakiegoś czasu zmieniłem ustawienie stołów i teraz trzymam wszystkie turnieje w lewym górnym rogu monitora, table ninja automatycznie ustawia mi bet size, myszą nie muszę ruszać po całym ekranie tylko w lewo i prawo na guziki, dzięki tym zmianom jestem w stanie komfortowo grać okolice 35 stołów na raz. Przyćmiony wcześniejszymi sukcesami zapomniałem że poker to ciężka praca i trzeba podejść do tego poważniej a nie 'odpalę se kilka MTT za $200, może coś wygram' a potem odrabiać na niskich stawkach zarabiając $2-3 na turniej 🙂
Teraz wybieram się na obiad do miasta, wracam koło 16 i kolejna sesyjka przed meczykiem wieczorem.
Obiad mistrz, argentyński stek w restauracji Pimiento na ul. Stolarskiej zdecydowanie dał rady. Sympatyczny ogródek z roślinami, więc tym bardziej przyjemnie zjeść na dworze. Ciężko o dobrego steka w Polsce, najlepszego jadłem na Bahamas ale ten też był wyśmienity także polecam 🙂 Na koniec espresso coby dodać mocy i mały spacer, powrót do domu tramwajem. Swoją drogą, przeprosiłem się z komunikacją miejską i bardzo doceniam tramwaje. Są duuużo szybsze i tańsze niż taryfy, którymi poruszałem się przez dłuższy czas ze względu na wygodę i oszczędność czasu, ale jeśli chodzi o to ostatnie to jednak tramwaje są lepsze. Obecnie relaksik poobiedni i czekam na mojego kamrata Pingwina który lada chwila ma wpaść z laptopem żeby razem coś pogrindować. Wzajemnie się motywujemy małym sidebetem, poza tym zawsze można pogadać kiedy akurat mam 20 a nie 35 stołów i się nudzę 😀
Sesja #2, 16:45, wish me luck 🙂
No nie najlepiej to niestety wyszło. Nastroje były świetne, leciała jakaś zabawna techniawka do której grało się bardzo przyjemnie i z uśmiechem na twarzy. Zagrałem kolejne 117 turniejów tylko po to żeby przegrać cały profit z ranka i dodatkowe $46. Morale opadły, ale co zawiniło, czym się różniły obydwie sesje? Przede wszystkim rano grałem sam i nikt mi nie przeszkadzał, a po południu miałem po swojej prawej Pingwina grindującego na laptopie, w międzyczasie przyszła moja dziewczyna, a jeszcze potem pan Jarek z kolegą z Aquaservice. Z każdym trzeba zamienić parę słów, a więc i odwracać swoją uwagę od stołów, których miałem zbyt wiele jak na tak rozpraszającą sytuację. Ponadto o tej porze startuje już więcej turniejów i zaczyna się ruch na stronie, także być może odpaliłem ich nieco za dużo, lub też za dużo turniejów za $38 i $27 a mniej tych z niższym wpisowym. Wnioski wydają się proste, trzeba wyeliminować rozproszenia kiedy gram.
W każdym razie po pokerze bardzo poprawiła mi humor Holandia wygrywając z Urugwajem w bardzo fajnym meczu. Nie jestem kibicem piłki właściwie ani trochę, ale w tych mistrzostwach postanowiłem kibicować Holandii (a nawet zmieniłem avatar na PokerStars 🙂 ), głównie z tego względu że pracowałem tam kiedyś przez ponad 2 miesiące zbierając papryki na szklarni 🙂 Bardzo miło wspominam ten okres, także Holandia to moja drużyna! Poza tym raczej nie przepadam za oglądaniem meczy, ale bardzo lubię pooglądać DOBRE mecze. Finały, półfinały Mistrzostw Świata, Europy czy Ligi Mistrzów, lubię oglądać profesjonalistów przy pracy, a to jest chyba właśnie piłka na najwyższym poziomie.
Tak czy inaczej, obejrzałem meczyk z Anią, potem Hudson Hawka z Brucem Willisem i do spania nieco po północy:)
Poniżej kontynuacja grafu blogowego. Zaczyna brakować mi już sił, nerwów i wiary w siebie, ostatnie 3 miesiące niszczą mnie psychicznie, mam powoli dość. Ale wiem, żeby się nie poddawać, jak się poddamy to nic nie osiągniemy. Pamiętam że kiedyś grałem sporo sitów z graczem The_Venetian (bardzo solidny grinder niskich stawek swoją drogą) i miał avatar z napisem 'Never give up on your stupid, stupid dreams', od tamtego czasu sam sobie to powtarzam dość często.

Na koniec bloga dorzucam jeszcze obiecaną fotkę mojego akwarium, już w finalnym stanie, mam nadzieję że się spodoba 🙂 Jest to biotop jeziora Malawii, 528 litrów, a w środku jest 45 pyszczaków, kilka ślimaków i małże.

Na koniec jeszcze jeden utwór, bez zbędnego opisywania Hallucinogen – Solstice, uwielbiam takie klimaty 🙂
Pozdrawiam,
NegPL


