Dlaczego nie zostałem najlepszym pokerzystą na świecie?

Ostatni łyk zimnej kawy sprawił, że wzdrygnąłem się i machinalnie skierowałem wzrok na ekspres. Pusty. Moi szanowni współpracownicy ewidentnie grają na przeczekanie. Nikt nie chce zostać inicjatorem biurowego rytuału

Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że o 11:30 będę parzył swoją trzecią poranną kawę parsknąłbym śmiechem. Gdyby ten ktoś dodał, że proces parzenia będzie się odbywał w biurze szczecińskiej agencji interaktywnej Krzysztof Jarzyna and Associates, poleciłbym mu zmianę dilera. Rok temu budziłem się o 15:00 po całonocnej sesji mtt. Dzisiaj koduję od 9:00 ku chwale pana Krzysztofa (którego nota bene w życiu na oczy nie widziałem) i jego szanownych współpracowników (kimkolwiek by oni nie byli). Jak ja się tutaj w ogóle znalazłem? Do pewnego stopnia po prostu chciałem się znaleźć. Zawsze lubiłem programować. Być może polska firma pana Jarzyny nie była moim wymarzonym miejscem pracy ale z trwającą 3 lata białą plamą w CV nie mogłem liczyć na więcej. Za kilka lat ta plama przestanie mieć znaczenie a na programistów nadal jest spory popyt. Mam ubezpieczenie, płatne urlopy a w tych ośmiu godzinach od poniedziałku do piątku jest coś gwarantującego spokój ducha. Lubie to co robię. Ale…

… rok temu powyższy obraz sprawiłby, że obudziłbym się spocony w środku nocy. Stałby on w całkowitej sprzeczności z moim dokładnie naszkicowanym planem. Doskonalenie umiejętności w połączeniu z chorym volume i regularnym zażywaniem zielonego, sproszkowanego ekstraktu z expected value miały sprawić, że dziś byłbym w trakcie wygrywania EPT Berlin. Skończyło się jednak na sporym downswingu, zniechęceniu a kilka miesięcy z rzędu na czerwono zmusiły mnie do szukania niezbędnych do życia bb/100 w firmie pana Krzysztofa.

Dlaczego nie zostałem kolejnym Philem Ivey? Odpowiedź jest zawarta w pytaniu. Phil Ivey jest tylko jeden. Patrick Antonious jest tylko jeden. Tom Dwan jest tylko jeden. Nawet taki Elky jest tylko jeden. Sukces w pokerze jest zarezerwowany dla naturalnie utalentowanych geniuszy a nic nie wskazuje na to bym był jednym z nich. Nie jestem „intymidejting”, fuchy modela nie dostałbym nawet gdyby jakaś tajemnicza plaga wybiła nagle 90% populacji mężczyzn, Lederera zamiast 5betem z 86o poczęstowałbym prawym sierpowym i rachunkiem za psychoterapeutę a w StarCrafcie nigdy nie wyszedłem z brązowej ligi. Serio Ci faceci to jakieś cyborgi. Nie da się wejść na ten poziom bez zawarcia kontraktu z diabłem.

No ale są też inni prawda? Jacyś regujący EPT pół-profesjonaliści w czarnych kapturach. Jacyś redzy na NL1000. Niektórzy po prostu rodzą się po dobrej stronie odchylenia standardowego. Są tacy, którzy całe życie będą nad EV i choćby grali miernego pokera to będę solidnie łupić swoje stawki. Po drugiej stronie spektrum jestem ja. Ostatnie miesiące mojej pokerowej kariery to naprawdę świetna gra skutkująca zasilaniem stacków fiszy, którzy nie wiedzieli nawet co z moimi żetonami zrobić ale byli na diecie z burgerów a la Brian Hastings i nawet gdyby chcieli nie byli w stanie przegrać flipa. Nie da się wygrywać w pokera bez udziału szczęścia.

Tak w ogóle to minąłem się ze złotym wiekiem pokera o jakieś 3 do 6 lat. Moneymaker, wczesne PartyPoker to były czasy! Regów ze świecą szukać, a w okół tych, których dało się znaleźć dzisiaj formowałyby się stoliki z kilkudziesięcioma osobami w waiting list. Wtedy ludzie którzy kłócili się na 2+2, że należy zawsze foldować AK do 3beta i tak swoją wątpliwej jakości grą drukowali pieniądze. Dzisiaj żeby wygrywać trzeba być niemal fizykiem jądrowym. DeucesCracked, BFP, LEGO, RiT, CR to wszystko studnie wiedzy, z której czerpią miliony. Ludzie wariują, biorą coachingi za grubą kasę, robią analizy setek tysięcy rozdań, oglądają setki godzin filmów. Robią wszystko by wydrzeć rybki z cudzej paszczy a gdy już je rozszarpią zaczynają żerować na innych drapieżnikach. To jakaś apokalipsa w porównaniu z sielankowym krajobrazem roku 2006.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Jestem normalnym facetem. Lubię wyjść na piwo ze znajomymi, od dłuższego czasu mieszkam ze swoją dziewczyną. Nie mogłem się poświecić wyłącznie pokerowi. Czas, który mój statystyczny przeciwnik spędzał z cyferkami w Holdem Managerze, ja wolałem spędzić w barze. Lubiłem pokera, sprawiał mi sporą przyjemność ale nie chciałem dać mu się pochłonąć w całości zwłaszcza, że jak się okazuje nie wiele miał do zaproponowania w zamian. Moje życie nie zaczyna się na preflopie i nie kończy na riverze.

A może tak na prawdę nie marzył mi się zwycięski szampan na EPT? Pamiętam jak bardzo lubiłem informatykę w liceum. Jak snap callnąłem studia na politechnice. Dobra średnia przyszła łatwo. Odpuszczanie zajęć było rzadkością mimo, iż na piwo ze znajomymi lubiłem chodzić co najmniej tak bardzo jak teraz. Nie jestem pewien co przyniosło mi więcej satysfakcji, pierwszy napisany program czy pierwszy wygrany turniej. Wiem za to, że ten drugi niósł ze sobą 3 cyfry a to zmieniło wszystko. Fora dla programistów zamieniłem na pokerowe. Kodowanie na codzienne sesje.

To wszystko wina pieniędzy. Bawiąc się nowym hobby zarobiłem więcej niż dostałbym w swojej pierwszej pracy jako programista bez doświadczenia. Oczywiście nie byłem w stanie tych zarobków na początku swojej kariery pokerowej utrzymać ale jeden miesiąc wystarczył by się zachłysnąć. Teraz wiem, że powinienem był zrobić z pokera narzędzie do zarabiania pieniędzy. Bezpieczny finansowy przystanek pomiędzy studiami a moją prawdziwą pasją. Ewidentnie się zagalopowałem, nie zastanowiłem się nad swoimi priorytetami. Nie wszystko jednak stracone prawda? Może nigdy nie wygram już EPT ale postaram się zrobić konkurencję Zuckerbergowi czy innemu Dorseyowi bawiąc się w realizowanie pomysłów przy piwie po pracy.

Nie jestem pewien jak znalazłem się znowu przed biurkiem. Zanurzony w myślach pozostawiłem proces parzenia kawy pamięci mięśniowej. Przeciągając się w fotelu usłyszałem za sobą mały tłum beneficjentów mojego kawowego altruizmu. I wtedy to do mnie dotarło. Po raz pierwszy widziałem to tak wyraźnie. Dźwięk krzątających się za mną białych kołnierzyków nie sprawił, że zacząłem myśleć o tym na jakim levelu operują ich umysły, nie zauważyłem analogi między tą kawą a darmowymi drinkami w kasynach. Pierwsze co przyszło mi do głowy to mój ostatni pomysł na start-up. Kawa. Kawa jest rozwiązaniem. Tej nocy spałem jak dziecko. Znalazłem odpowiedź na pytanie dlaczego nie zostałem najlepszym pokerzystą na świecie.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS