Szpital Grochowski i jego korytarze

Pierwszy dzień w szpitalu. Okazało się, że miałem farta – trafiłem do sali dwuosobowej. Super, tłoku nie ma a i ciszej jakoś. Niestety współtowarzysz okazał się gościem niezbyt dbającym o higienę, przy czym słowo niezbyt jest słowem nad wyraz delikatnym. Kolejny fart – jutro miał zostać wypisany.

Godzina 10.00 – przychodzą lekarze i od razu zadają pytanie Kim ja jestem w tym PEKAE-sie, gdyż od rana idą faksy z adnotacjami o oddanej krwi. Jest wczesna pora a już ponad 50 osób oddało dla mnie krew. W tym miejscu ukłony dla mojego szefa z PEKAES S.A. oraz dla Doti, która rozkręciła akcję oddawania krwi na dobre. O godzinie 11.30 przyjeżdża pierwsze 500 ml krwi, grupy BRh- i zaczynamy przetaczanie. Mija godzina, krew sobie spłynęła, pobierają próbkę do badania i po kolejnym upływie czasu przychodzą z informacjami, że wyniki ani drgnęły. Ponownie się pytają, czy nie pluję krwią itd., itd. Oczywiście twardo się wypieram. Okazuje się również, że jest ogromny problem z moją grupą krwi i na razie muszę czekać na kolejną dawkę.

Godzina 16.30 – sytuacja się powtarza. Jest krew, jest przetaczanie, jest ponowne badanie i ponownie wyniki ani drgną. Widzę lekkie zaniepokojenie na twarzy lekarzy. Nie ma to jak kompletnie nie wiedzieć gdzie znika krew. Zapowiadają mi potężny zestaw badań na dzień następny.

Dzień drugi w szpitalu rozpoczyna się standardowo – pistolet do głowy, temperaturka, pobranie krwi. Jest jednak coś co odróżniło ten dzień od dnia pierwszego. Zabronili mi jeść czegokolwiek. O godzinie 9.00 przychodzi pielęgniarka, która zabiera mnie na pierwsze z badań – gastroskopię. To badanie zniosłem tragicznie. Nie dość, że wsadzali mi grubą rurkę w przełyk to jeszcze w ogóle nie zamierzali ze mną współpracować. Łzy samoczynnie płynęły mi po twarzy, ale lekarze nabijali się, że doprowadzają mnie do płaczu. Lekko nie było i do dziś uważam gastroskopię za jedno z najgorszych badań. Jedyny plus tego badania to to, że wyniki okazały się dobre. Górne drogi pokarmowe miałem czyste i lekarze w dalszym ciągu nie wiedzieli nic. Dalej nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, gdzie znika krew.

Po południu jednak wszystko stało się jasne. Zabrali mnie na badanie USG całego ciała. Tu do końca zabili moją wrażliwość. Analogicznie do aktualnej reklamy Sprite – pragnienie nie ma szans co chłopak pogrywa w karty z trzema staruszkami ja przegrałem tą walkę bez wykładania kart. W gabinecie przywitały mnie 3 naprawdę wiekowe już Panie i kazały rozebrać się do naga. Chciałem choć flopa zobaczyć, ale nie dały mi tej szansy. Zaczęło się badanie, które trwało i trwało a one co chwilę wzywały nowych lekarzy. Już wtedy wiedziałem, że dobrze to nie jest i że chyba w końcu znaleźli coś co pozwoli wytłumaczyć moje słabe wyniki krwi. Okazało się, że znaleźli ogromnego guza, który pochłaniał całą wpompowywaną we mnie krew. Pozwolili mi się w końcu ubrać i kazali udać się do sali z informacją, że zaraz przyjdzie lekarz. Posłusznie wykonałem ich polecenie.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Lekarz przyszedł po jakiś 30 minutach tylko po to, aby powiedzieć mi, że muszą wykonać jeszcze jedno badanie, że mam nic nie jeść, że jutro z samego rana pielęgniarka zrobi mi lewatywę i zaprowadzi na kolonoskopię. Kolonoskopia to siostra gastroskopii, tylko, że rurkę wkładają w odbyt i badają dolny fragment układu pokarmowego. Badanie równie nieprzyjemne, ale robione pod częściowym znieczuleniem, więc przy gastroskopii to pikuś. W trakcie tego badania pobrali mi wycinek guza do analizy oraz pobrali liczne polipy, które uwidoczniły się w jelicie podczas badania. Kazali czekać na wyniki.

Poinformowano mnie również, że dalej mam nic nie jeść, gdyż o godzinie 12.00 miałem pojechać na tomografię komputerową. Tomografii nie robili na miejscu, tylko dawali zlecenie prywatnej przychodni na jej wykonanie. Miałem więc „przyjemność” przejechać się ulicami Warszawy siedząc w środku karetki. Dojechałem w końcu na miejsce, poczekałem z godzinę, po czym zostałem wezwany na badanie. I tu kolejny bad beat. Położyłem się wygodnie na maszynie, która wciągnęła mnie do środka i … zgasła. Okazało się, że nastąpiła awaria i zapraszają mnie na powtórkę badania w dniu następnym. Szczerze miałem już wszystkiego dojść.

W dniu następnym badanie odbyło się już bez problemów i po upływie 2 godzin do pokoju przyszedł ordynator oddziału wraz z lekarzem prowadzącym. Poproszono mojego współtowarzysza z pokoju o opuszczenie sali po czym w obecności mojej żony przekazano mi diagnozę:

NOWOTWÓR JELITA GRUBEGO z przerzutami na płuca, wątrobę i węzły chłonne.

Dalsze leczenie: konieczność natychmiastowej operacji w Centrum Onkologii na warszawskim Ursynowie.

Lekarze wyszli, zaś w sali nastąpiła około 10-minutowa totalna cisza. Jestem za nią niezmiernie wdzięczny żonie, której nerwy puściły dopiero w domu. Ta wiadomość uderzyła we mnie bardzo, choć od razu starałem się ją przyjąć „na klatę”. Wiedziałem jedno – czekała mnie zmiana szpitala i rozpoczęcie walki z zidentyfikowanym już przeciwnikiem.

Jak trafiłem na Ursynów, jak mnie kroili i jakie miałem przejścia z pielęgniarkami postaram się opisać w kolejnym odcinku.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS