Nie, nie będzie o moich wynikach. W sumie są fatalne. Ostatnio popełniłem błąd w obliczeniach i w rzeczywistości nie byłem w okolicach 0 ale na małym minusie. Teraz ten minus jest o wiele większy i robię sobie malutką przerwę od mojego grania HU. Chyba szybciej zejdę na mniejsze blindy, ale nie o tym chciałem.
Ostatnio zalała nas fala nędznych rozdań w wykonaniu 'stanko' (o radości! wrócił!) i 'aventadora'. Dość mam ignorowania tego. No bo ludzie, jeśli przez tyle czasu nic nie dociera – ech… Ale najciekawsze jest to, że większość z tych rozdań niczym się nie różni od tego co widuję u siebie na stołach. Przegrywam regularnie identyczne rozdania (z resztą jak wielu z nas) a ci tutaj się uparli, że są największymi pechowcami świata. Kurcze, to co się stanie jak przegrają na prawdę druzgocące rozdanie?! W jakimś kluczowym momencie o wielki skok finansowy w turnieju. Czasem wrzucają rozdanie w którym mają 50/50 i jest lament, czasem 70/30 – ale w sumie dla mnie to takie same bzdury. Regularnie przegrywam i wygrywam takie rozdania – nic ciekawego. Czasami myślę sobie, że jeszcze nie miałem żadnej konfiguracji kart (chyba jeszcze mi się nie zdarzyło, że moja kareta przegrywa z pokerem, ale miałem, że mój poker bije karetę). A jeśli tak ich boli przegranie 60/40 to co będzie jak przegrają 9X/X? Kurcze – wyhodujcie sobie parkę jąder, na prawdę czasem się przydają. Ale pomyślałem sobie, może coś w odpowiedzi (i tak, wiem, pokerzyści w pewnym momencie mają w dupie Twoje bad beaty – ja mam, ale zróbmy tutaj wyjątek i zapraszam też do wpisywania w komentarzach).
Mój najgorszy bad beat
Jestem w turnieju z $2, faza dość późna (zostało może 150-200 osób z kilku tysiaków), za 1 miejsce z 600-800 baksów. Jestem w top10 a na stoliku siedzi tylko jeden koleś z większym stackiem niż ja. Nie pamiętam dokładnie, ale oscylujemy coś miedzy 100-200BB w stacku. Uważam na niego, żeby w głupi sposób nie oddać mu żetonsów. Gra raczej słabo, bardzo luźno sprawdza i wykonuje niebezpieczne i gwałtowne ruchy, więc ustawiam się (mając na niego pozycję jeszcze na dodatek) na murek, żeby mieć jakiś mega konkret w przypadku starcia. Po jakimś czasie dostaję co chciałem. 88 na wczesnej pozycji. On minraise, ja sprawdzam. Cały stolik pasuje. Spada 238 (dwa dajmondsy). On zagrywa 50% puli, czyli całe nic. Zastanawiam się chwilę i stwierdzam, że on obierze agresję za oznakę słabości i odbije piłeczkę. Przebijam go dość mocno, on od razu przebija. Po chwili namysłu stwierdzam, że skoro za 1 razem zadziałało trzeba iść za tą taktyką i wpycham. On isntacall. 'o, jednak miał jakąś łapę. co to, KK, QQ, JJ??' i odwracają się jego karty na ekranie, a tam 66. 'O kurwa, podwoję się na nim!'. Spada J karo. Błyskawicznie mierzę wzrokiem flop, turn, jego karty – 4 trefle już leżą, 3 na stole, i jeden w jego ręce – fuck, nie pokrywam go! Na riverze karo i spadam z turnieju. Koleś w momencie allinowania miał 5-6% na zwycięstwo – i to jeszcze w dość ważnym momencie turnieju, bo nabudowanie się w tym momencie dużo daje. To chyba najgorszy, jaki doświadczyłem na własnej skórze (najgorszy jaki zaserwowałem opisałem tutaj). Ciekawy <mrugnięcie> jestem waszych historii.
Także panowie stanko i aventador – sądzę, że widziałem już wszystko (stanko, a jeśli chodzi o omahę, biłem karetami karety, karety biły moje karety, widziałem aliiny za $300 z KKxx na AAxx i wygrywał KK, wydziałem niecałe 10% na flopie setki razy, więc tutaj też niczym nie błyszczysz).
P.S Kiedyś bardzo dużo przeglądałem rozdań i mocno mi się podobały momenty bardzo ciekawych dyskusji, z których wiele się nauczyłem – ostatnio nic tylko śmietnik. Ale tutaj chciałbym przybić wirtualną piątkę Harasiowi, który wrzucił zajebiście ciekawe rozdanie – niby nic się w nim nie wydarzyło, ale jednak trzeba pomyśleć). Oby takich jak najwięcej – sam postaram się coś wrzucić jak wrócę do regularnej gry)



