Postanowiłem zmienić hostel na położony bliżej centrum, a potem poszukać mieszkania albo pokoju bo w sumie nie zamierzałem spędzać tam zbyt wiele czasu. Niestety byłem na tyle inteligentny, że nie wziąłem taksówki tylko z bagażami powędrowałem na stację metra. Po drodze spotkałem kilku angoli wyglądających na naćpanych. Prawie złamali mi nos, ukradli całą moją gotówkę i telefon. Że też nie zdążyłem założyć sobie konta w brytyjskim banku i wpłacić tam gotówki. Oczywiście zgłosiłem sprawę na policję po czym wyszedłem przed komisariat i nie wiedziałem, w którą stronę mam iść. Wszystkie kontakty miałem w telefonie. Numery, adresy… Było późno więc poszedłem przed siebie i tę noc przespałem w parku Queens Park. Rano poszedłem do polskiego konsulatu. Problem w tym, że tam mogli mi pomóc tylko na 2 sposoby. Mogli pomóc mi skontaktować się z kimkolwiek, tylko bez kontaktów i adresów nie było na to szans. Teoretycznie mogli mi sfinansować powrót do Polski ale to była dłuższa procedura. Nie mogli za to zapewnić mi noclegu… Tak więc kolejną noc spędziłem na dworcu kolejowym Victoria.
Tam poznałem polaka, który całe życie mieszkał w stanach i w Londynie był dopiero drugi dzień. Przyjechał tu prosto z Polski gdzie kilka dni wcześniej przyleciał ze Stanów w kajdankach i ze skutymi nogami, w towarzystwie amerykańskiej eskorty policyjnej. Przyjechał do Londynu mając 100$ (!!!). Był przekonany, że to mu wystarczy do czasu kiedy znajdzie pracę. Jak powiedział: w Detroit za 60$ mógł wynająć pokój w motelu na tydzień. W kantorze 100$ wymienił na 58 funtów z czego 40 wydał na nocleg w hostelu pierwszego dnia. Drugiego już spał na dworcu.
Jego historia jest bardzo ciekawa. Całe życie mieszkał na 6-tej mili w Detroit razem z bratem i matką na podstawie zielonej karty. Nie wyrobił sobie amerykańskich dokumentów bo sądził, że ich nie potrzebuje. Problem w tym, że kiedy poszedł do więzienia dostał do wyboru: pozostanie w więzieniu bez gwarancji na możliwość pozostania w stanach lub wyjście z więzienia od razu ale pod warunkiem deportacji do Polski. Wybrał deportację bo widocznie nie chciał siedzieć do 2019r. Nie pytałem go za co siedział bo to wydawało się bardzo oczywiste. Był członkiem murzyńskiego gangu działającego na 6-tej mili. Miał 12 blizn postrzałowych z czego część była wyraźnie widoczna (ubrany był w t-shirt i krótkie spodnie). Do tego miał w głowie śrut z shotguna przez co cierpiał na bardzo silne ataki padaczki pourazowej.
Trzeciego dnia miałem zamiar iść do kasyna mint z nadzieją, że spotkam poznanego tam wcześniej gracza i on będzie mógł mi pomóc w skontaktowaniu się z kimś z moich znajomych/rodziny. W zamian tego tuż za rogiem dworca spotkałem innego człowieka poznanego w tym kasynie. To był urodzony w Londynie pół Polak, pół Omańczyk. Sam zaproponował, że mogę zatrzymać się w jego mieszkaniu i spać na kanapie kilka dni. Ten gość to były raper. Nagrywał coś w Poznaniu z raperami stamtąd, mimo, że nigdy nie mieszkał w Polsce. Co ciekawe nawet kiedyś słyszałem jego kawałek na jednej z hip hopowych składanek. Poznałem jego sąsiada, najlepszego przyjaciela i jego piękną siostrę.
Sąsiad to były bokser zawodowy, kiedyś czołowy brytyjski bokser (nie Lenox Lewis, żeby było jasne he he). Dziś sprzedaje kokainę. Jego najlepszy przyjaciel to dziś przykładny muzułmanin, ale kiedyś przodowy diler Londynu. Sprzedawał kokę aktorom, politykom, gwiazdom muzyki i sportu. Kiedyś wyjechał do Boliwii dogadać się w sprawie dużej transakcji towaru i tam został aresztowany. Spędził prawie 4 lata w boliwijskim więzieniu, z którego udało mu się uciec do Brazylii. Tam został złapany i spędził kolejne 2 lata w Brazylijskim więzieniu, z którego odesłali go do Boliwii gdzie przesiedział kolejne 2 lata. Ten czas sprawił, że się nawrócił.
Nadal nie miałem jak skontaktować się z nikim. Specjalnie w tym celu założyłem konto na facebooku i znalazłem kilka odpowiednich osób. Udało mi się skontaktować w ten sposób z moim kuzynem mieszkającym w okolicach Heatrow. On z kolei przyjechał po mnie do centrum i u niego spędziłem kolejne półtora tygodnia. Przez kilka dni pracowałem z nim jako jego pomocnik przy remoncie domu dzięki czemu udało mi się zarobić pierwsze 280 funtów. Zarobione pieniądze wykorzystałem na przejazd na północ do miasta, w którym mieszka moja siostra z rodziną. Dzięki szwagrowi dostałem pracę. Tak zostałem kolejnym Polakiem pracującym w Wielkiej Brytanii.
Pracowałem 10 tygodni zanim udało mi się odłożyć odpowiednią ilość pieniędzy, żeby pojechać do pobliskiego Nottingham i zagrać cash game 1/2. Od tego momentu już nie patrzyłem wstecz…



