Paradoksalnie wpis ten powstał nie z okazji zdobycia tytułu Mistrza Świata w Poker On-line przez mikrostawkowca Maratika. To, że ktoś z 64¢ zrobił $1.000.907 to nie nowość. Już wcześniej w historii pokera sporo było takich sytuacji. Najsłynniejszym przypadkiem jest oczywiście Chris Moneymaker. Choć on potrzebował aż $39, żeby zrobić te $2.532.041.
Po turnieju PokerTour.pl na promie
Jak to bywa z radosnymi zbiegami okoliczności – trochę dyskusji o tym czym są MTT prowadziłem na promie, kiedy WCOOP Main Event jeszcze trwał. To one sprawiły, że zdecydowałem się odgrzebać i dokończyć stary wpis, w którym zamierzałem odnieść się do krytyki użytego kiedyś przeze mnie stwierdzenia, że „MTT to loterie”.
Ale zanim do tego przejdę wypada wspomnieć parę słów, skoro już o turnieju na promie mowa. Impreza zdecydowanie udana, było z kim wypić, a i zagrać w pokera też. Z racji absolutnego braku czasu w tym miesiącu, nie zrobię relacji z tego wypadu (może i lepiej na niektóre rzeczy spuścić zasłonę milczenia 🙂 i ograniczę się do paru pozdrowień:
- Dla całej ekipy Re-buy, za wspólne wyprawy na doładowywanie stacków, w tym dla Poligrafa, który dokonał największej ilości ponownych wkupień. Niektórzy twierdzą, że zbyt dużej. „To nie ludzie, to wilki.”
- Dla FCProspekta, za to, że był na statku ktoś uśmiechnięty nawet częściej niż ja.
- Dla brata W. będącego mym imiennikiem, za agresję pre-deal, dzięki której przy naszym stole turniejowym nie dało się nudzić. I za trafienie gutshota też, bakłażanie Ty.
- Dla Włodka, za pozytywne wkręcanie niektórym, że jest pewnym znanym polskim graczem.
- Dla Nowego, za poczęstunek, albowiem on podarował nie z tego, co mu zbywało, ale z niedostatku wszystko, co miał na swe utrzymanie.
- Dla Kmpk za zahaczenie mnie na heads-upa, w którym doszliśmy do stawek 50/100, dzieki czemu zjadłem śniadanie, bo spać zamiast o czwartej, to poszedłem o ósmej po bufecie.
- Dla Fizoloffa i drugiego człowieka, którego imię niestety uleciało mi z głowy, za potrzymanie mi (kamery, zboczeńcy Wy).
- Dla Janiego, za wyglądanie dostojnie.
- Dla dealerów, szczególnie dla Heinza, którego spotkałem ponownie po 5 latach.
- Dla organizatorów, czyli PokerTour.pl (Rado na pytanie „Kto tu jest organizatorem?” odpowiadał „Nie wiem, jakaś strona PokerTour czy coś”, to go nie pozdrawiam).
- I last, but definately not least dla Staszka, za wzorowe ogarnianie cashówek. Staszek podołał do samego końca, mimo iż po ponad 40 godzinach niespania musiał momentami trzymać się szafy (kredensu? :), żeby utrzymać przytomność.
Jeżeli pominąłem kogoś, kogo powinienem był tu wymienić, to wybaczcie. Nie zrobiłem tego specjalnie, a jedynie z racji jakże szybko płowiejącej pamięci (jeżeli wiecie o co mi chodzi).
Do następnego!
Historia z Hollywood
Wracając do tematu porównania turniejów wielostolikowych do loterii. „MTT to loteria. +ev, ale loteria.” Tak napisałem w jednym z odcinków bloga miesiące temu. Zwrócono mi uwagę, że to pierwsze zdanie jest nie na miejscu. Wyrwane z kontekstu rzeczywiście może ono źle zabrzmieć. Nie zmienia to tego, że jest ono prawdziwe.
Nie mówię, że wygrywający gracze MTT opierają się na szczęściu. Wręcz odwrotnie. Skill, jak zawsze w pokerze, jest decydujący. Ale długi okres potrzebny do wyrównania wariancji w przypadku MTT jest niewyobrażalnie długi. Dla MTT-owych maszyn grających po kilkadziesiąt turniejów dziennie, codziennie, wynosi on parę lat. W przypadku graczy takich jak ja – zasiadających do MTT okazjonalnie – plus minus kilkadziesiąt.
Weźmy za przykład turniej główny z cyklu European Poker Tour. Grę zaczyna się tam z 30.000 w żetonach. W momencie zakończenia średniej wielkości EPT jego zwycięzca będzie miał tychże żetonów 20.000.000.
Aby łatwiej było dokonać wizualizacji obetnijmy z tych liczb dwa zera i przełóżmy to na cash games. Wyobraźmy sobie teraz, że w 5 dni mamy z bankrolla wielkości $300 zrobić $200.000. Powiedzmy, że jesteśmy w Vegas, w szczycie sezonu i jest pełno akcji. Możemy grać, co chcemy. Zaczynamy na mikrostawkach, a potem co godzinę przesiadamy się na trochę wyższe stoliki. Jest to dość wierne zamodelowanie turnieju MTT. Czy teraz zrobienie 200000(00), ze startowych 300(00), nie brzmi jak opowieść o wygranej na loterii albo scenariusz filmu?
Bo niestety wygranie MTT na kilkaset osób jest jak hollywoodzka historia. Chcę być kiedyś głównym bohaterem takiego „filmu” i będę mocno dążył, żeby się to ziściło. Ale zdaję sobie sprawę, że może się to nigdy nie zdarzyć, jak dobry bym nie był i ile bym czasu nie poświęcił.
WSOP z drugiej strony medalu
World Series of Poker, o którym myślimy zazwyczaj z takim zachwytem i bransoletki, które tak powszechnie uznajemy za najwyższe pokerowe trofeum, też wpisują się w ten schemat. W ich przypadku jest to nawet dalej posunięte.
Pozwólcie na chwilę szczerości, w której opiszę, jak wygląda od strony technicznej turniej WSOP, o zagraniu w którym marzy każdy z nas – ja także (mimo tego, co zaraz powiem i mimo że parę razy już mi się to zdarzyło).
Zacznijmy od rozdających. Poza WSOPem Rio nie potrzebuje setek dealerów. Rozdawać na WSOPa zjeżdżają ludzie z całych Stanów i nie tylko. Są to osoby często nie mające poza wakacjami nic wspólnego z pokerem. Przyjeżdżają dorobić latem, tak jak niektórzy nasi rodacy jeżdżą zbierać truskawki do Holandii. Przy jednym ze stolików rozdawała mi nawet przedszkolanka (miała klauzulę, że nie dają jej na stoliki telewizyjne, bo rodzice jej wychowanków mogliby się potem burzyć :). Są to często przemiłe osoby, ale zazwyczaj nie ma mowy o profesjonalnym rozdawaniu. W skrajnych przypadkach daje to nawet 10 lub mniej rozdań na godzinę.
W turnieju WSOP struktura jest zazwyczaj taka sama, blindy są godzinne, a droższe eventy trwają dłużej dzięki temu, że dostaje się w nich większe stacki startowe. Niestety w tych mniejszych daje to nienajlepszy efekt. Prosta zasada jest taka, że w żetonach otrzymuje się trzykrotność tego, co zapłaciło się we wpisowym.
Podsumowując: w turnieju za $1000 sprawa wygląda tak: 3000 żetonów, blindy 25/25, 25/50, 75/150, 100/200, itd. Jeżeli nie trafimy żadnej większej akcji, to po 4 godzinach, czyli innymi słowy po 40 rozdaniach, czyli innymi słowy po 4 okrążeniach (sic!) mamy 15 big blindów.
Ktoś powie – no ale w Main Evencie jest inaczej. To prawda, na start jest tam 30.000 i blindy są dwugodzinne. A mimo to sprawa wygląda tam jeszcze zabawniej, ze względu na field wielkości kilku tysięcy osób. Znających angielski i nie bojących się cyferek zapraszam do poczytania wypowiedzi RedOak’a na forum TwoPlusTwo – RoR playing WSOP ME. Wylicza on tam m.in. jakie ROI będzie miał gracz w Main Evencie, jeżeli nigdy nie będize w top3, top9, etc. Tu podam tylko jeden przykład – gracz mający 80% ROI (czyli bardzo dobry, zarabiający średnio $8000 na tym turnieju), jeżeli nigdy nie trafi na final table (co samo w sobie jest osiągnięciem większym niż zdobycie bransoletki), będzie miał efektywne ROI poniżej zera. Będzie graczem przegrywającym. I to jeszcze przed podatkami! Żeby nie było, na final table taki wybitny gracz kiedyś się znajdzie. Grając co roku – średnio raz na 356 lat.
God’s in his heaven, All’s right with the world
Żeby wygrać MTT musi Ci żreć tak, że zeżre Ci twarz (nie wiem skąd Kmpk to powiedzenie wytrzasnął, ale niesamowicie mi się spodobało). Nie oznacza to jednak, że turnieje MTT są złe. Są one po prostu inne. Inne niż turnieje w tenisa, inne niż się wydaje większości ludzi, czy nawet większości pokerzystów. I jak śpiewał Kleyff, a potem Kuba Sienkiewicz, w „Źródle”, proszę nie zrozumcie mnie źle. Ja dalej będę jeździł do Vegas co roku i cieszył się pobytem tam jak dziecko, któremu przyspieszono wigilię. Tyle, że słusznie mając świadomość, że po części jestem też karpiem… Rybą? 🙂
Zapraszam do polemiki w komentarzach
Żyjcie długo i osiągajcie profit
Grasiu

![Co dzieje się na GGPoker w październiku [festiwale MTT, wyścigi NLH/PLO i inne, freerolle] Promocje GGPoker na październik](https://pokertexas.net/wp-content/uploads/2026/10/promocje-GGPoker-pazdziernik-100x70.jpg)

