Przypowieści bowlingowe cz.II

O POKERZE SŁÓW KILKA

O sukcesie Górala huczy już cała Polska, więc opisywał tego za bardzo nie będę. Jak większość

z was oglądałem również transmisje live w moim laptopie. A nie było to łatwe zadanie ? sobotni

wieczór to kolacja u brata mojej żony, więc tak trochę głupio. Ale jak wyjaśniłem co i jak to

nawet moja żona co chwilę pytała jak Góralowi idzie, który jest itd. A to już naprawdę wielkie

osiągnięcie, żeby moja żona zainteresowała się pokerem. Nawet jak wracam do domu po jakimś

wygranym turnieju to mogę co najwyżej liczyć (po uprzednim pochwaleniu się tym faktem) na

tekst w stylu ?Wygrałeś? O, to fajnie? po czym temat umiera. Ze szwagrem oczywiście

odpowiednio uczciliśmy sukces Górala i wejście na stół finałowy, więc w niedzielę oglądałem

transmisję z ogromnym bólem głowy? Ale było warto!

Goral i WallynkaW poniedziałek wesoło było również

na Okęciu, gdzie ? zgodnie z obietnicą ? czekaliśmy na bohatera weekendu z czerwonym

dywanem. Co prawda mój zakład z Góralem obejmował awans na stół finałowy podczas

lipcowego WSOP, ale sam uznałem, że mały poślizg w czasie i inny turniej nie uwalnia mnie

od realizacji przedmiotu zakładu. No cóż, znam takich, którzy najpierw się chcą zakładać, a

jak przegrywają to udają debila i nie chcą wypłacić należnych mi 100$… Ja z mordy cholewy

nie robię, dywan był, a Góral swoją grą na niego zasłużył!

A od tego poniedziałku zmiany zaszły również u mnie. Tego bowiem dnia zostałem nowym

graczem w stajni Unibetu! Bardzo się cieszę, że otrzymałem taką propozycję, choć od razu

chciałbym powiedzieć, że bardzo dziękuję za dotychczasową współpracę kolegom z Paradise

Poker, z którymi rozstałem się w bardzo dobrej komitywie. Unibet natomiast to nowy etap na

mojej pokerowej drodze i mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna dla obu stron.

Oczywiście spodziewam się natychmiastowych komentarzy w stylu ?Po co Unibet wziął Jacka

do siebie?? i tego typu tekstów. No cóż, o Góralu pisano, że Poker Stars też zrobił wielką

bzdurę biorąc go do teamu, a on w Londynie zamknął wszystkim skutecznie usta na długo? 🙂

W każdym bądź razie zaczynamy naszą wspólną pokerową podróż od cyklicznego turnieju

pod nazwą ?Wykop JD!?. Co tydzień, w każdą niedzielę o godz. 21 odbywać się będzie turniej

z bounty za moją głowę. Wpisowe 3 euro, 100 euro dodane do każdego turnieju, a za mnie

nagrodą będzie oczywiście butelka mojego ukochanego Jacka Danielsa! Zapraszam na pierwszy

turniej już w najbliższą niedzielę!

W nowych barwach przez trzy dni rozegrałem trzy turnieje. I jako przesądny fetyszysta już wiem,

jaka jest recepta na sukces ? muszę grać w koszulce Unibetu, bo bez tego jest niedobrze! Już

wyjaśniam dlaczego. W poniedziałek zagrałem Terminatora (zacząłem w nim ponownie grać

od zeszłego tygodnia) i choć zająłem w nim piąte miejsce odpadając na bubblu to grałem fajną

grę i mogłem być z siebie zadowolony. Dziś w Hiltonie we freezoucie za 200 zł zagrałem

naprawdę bardzo dobry turniej i ostatecznie poległem dopiero w HU z Haloonem. Po drodze

eliminowałem kolejnych graczy hurtowo, bezlitośnie wykorzystując błędy przeciwników. W obu

przypadkach grałem w koszuli Unibetu. A wystarczyło, że na WLP pojechałem ?po cywilnemu?

i natychmiast wpakowałem się w tarapaty. Już w pierwszym rozdaniu przegrałem z moimi

dwoma parami na runner-runner strita, a niedługo potem odpadłem allinując się z QQ i wpadając

na AA u Karelliego?

BOWLINGOWYCH WSPOMNIEŃ CIĄG DALSZY ? MALEZJA

W 2003 roku wraz z reprezentacją Polski udałem się na Mistrzostwa Świata w bowlingu do

dalekiej Malezji. Jako świeżo upieczony wicemistrz Polski (notabene znalazłem ostatnio w sieci

relację z tychże mistrzostw kraju pisaną przez nikogo innego jak samego Warsawa!) znalazłem

się w kadrze i wraz z moimi kolegami spędziliśmy dwa tygodnie w Kuala Lumpur, stolicy

tego azjatyckiego państwa. Był to wyjazd dla mnie niezapomniany, bo po raz pierwszy byłem

tak daleko od domu. Azja to jednak nie Europa ? inna kultura, inne życie, inni ludzie. Ale z tą

ekipą niestety (albo stety!) zawsze działy się te same akcje, więc wyjazd obfitował w śmieszne

sytuacje jak żaden inny.

Po cholernie długiej podróży samolotem wylądowaliśmy wreszcie w Kuala Lumpur. Lot z

Amsterdamu trwał ponad 13 godzin i byliśmy nim naprawdę wykończeni. Ciekawostką było to,

że lecieliśmy największym pasażerskim samolotem na świecie, mogącym zabrać na pokład 460

pasażerów. Ale to był potwór! W Warszawie takie samoloty podobno wtedy nie lądowały, bo

mieliśmy za małe lotnisko dla takich gigantów! Nie wiem jak jest teraz po rozbudowie, ale przy

następnej mojej podróży do Azji wolałbym już lecieć prosto z Warszawy nie tłukąc się przez pół

Europy? Już na lotnisku dowiedzieliśmy się, co to znaczy duża wilgotność powietrza ? po

ponad 13 godzinach bez papierosa wyskoczyliśmy biegiem z lotniska na dwór chcąc wreszcie

zapalić, a tu nagle dostaliśmy w twarz gorącą wodą! Temperatura osiągała jakieś 40 stopni, co

przy 80-90% wilgotności powietrza stanowiło mieszankę wybuchową ? nie było jak oddychać!

Pierwsze wdechy to było coś okropnego, jakbym się zaciągał wrzątkiem! Już nawet na fajeczka

odeszła od razu ochota. Oczywiście po paru minutach doszliśmy do siebie, ale pierwszy efekt

był zabójczy. Na szczęście każde zamknięte pomieszczenie w Kuala było klimatyzowane, więc

problemy były tylko na zewnątrz, choć już od zachodu słońca dało się normalnie funkcjonować

również na otwartym powietrzu. Z czego pewnego dnia postanowiliśmy skorzystać udając się w

podróż ?Kuala Lumpur by night?!

Wraz z moim serdecznym druhem i przyjacielem Dawidem (czyli Dzidziusiem) oraz znanymi

Wam już z poprzedniego odcinka bloga Jokerem i Ojcem udaliśmy się taksówką do centrum

stolicy Malezji chcąc zobaczyć słynne Twin Towers w nocy, a potem pobalować w jakimś pubie.

Taryfiarz wiózł nas jakoś strasznie długo, ale dopiero potem dowiedzieliśmy się, że od centrum

dzieliło nas prawie 50 km (Kuala Lumpur to naprawdę olbrzymie miasto). Wyskoczyliśmy z

naszej taksówki i poszliśmy w tango w miasto. A lokali do wyboru było mnóstwo, więc jak już

zaczęliśmy je po kolei odwiedzać w każdym pijąc jakiegoś drinka lub piwko, to w końcu nawet

o słynnych wieżach zapomnieliśmy. Na szczęście przypadkowo na nie wpadliśmy zmieniając

lokal. Piszę ?na szczęście?, bo widok tych dwóch kolosów w nocy to naprawdę niezapomniane

wrażenie. Zresztą zobaczcie sobie to sami na zamieszczonym zdjęciu!

Twin Towers

Po kilku kolejkach w gościnnych barach i pubach moi koledzy zaczęli szukać wrażeń. Ojciec i

Joker stwierdzili, że idą na podryw! No cóż, młodzi chcieli sobie poszaleć. Gdy ja z Dawidem

zamawiałem kolejną porcję dziwnych kolorowych drinków z parasolkami tych dwóch ananasów

poleciało na rekonesans. Długo ich nie było, ale gdy wrócili strasznie się sprzeczali. Okazało się,

że specjalnie wrócili po nas, żebyśmy rozstrzygnęli ich spór. Zabrali nas ze sobą, tłumacząc po

drodze o co poszło.

A więc podczas rekonesansu po okolicach moi wspaniali koledzy trafili na

dwie ?lalki?. I gdy Joker uparł się, żeby je wyrywać Ojciec miał jakieś dziwne podejrzenia co

do ich? płci! A więc przyszli po nas, żebyśmy im pomogli zadecydować z kim mają właściwie

do czynienia. Sprawa rozwiązała się dość szybko, choć już z daleka dla mnie i Dzidziusia było

jasne, że owe ?lalki? to transwestyci! Gdy jednak Joker upierał się, że to niemożliwe, jednej z

?dziewczynek? zadzwoniła komórka, którą ?ona? odebrała mówiąc słodkim barytonem?

Joker dostał od nas oczywiście solidnie ?po garach?, bo dla niego nie była to już pierwsza

taka wpadka ? rok wcześniej w Tajlandii będąc na dyskotece najzwyczajniej w świecie

?poleciał w ślinę? z piękną małą Azjatką. Dopiero jego koledzy pokazali mu mały szczegół ?

jabłko Adama u jego nowej ?koleżanki?. Joker do tego stopnia nie wierzył w to co mówią mu

koledzy, że dopiero test organoleptyczny udowodnił mu, że mają rację ? złapał bowiem swoją

?partnerkę? za krocze! To co tam znalazł spowodowało u niego na pewno nie najlepsze

samopoczucie. Wielkie ?Ups!?, dwie takie pomyłki? Dostało się za to potem chłopakowi

jeszcze wiele razy!

Jak już wspomniałem na wstępie Azja to nie Europa i można się czasem spotkać z szokującymi

różnicami pomiędzy naszymi kulturami. Pierwszą taką różnicą, która dosłownie zwaliła nas

z nóg, były miejscowe? hmmm? toalety. Ofiarą naszych drwin tym razem został Ojciec, który

jako pierwszy udał się na kręgielni do łazienki na tzw. ?dwójeczkę?. Po ulżeniu swej potrzebie

stwierdził on bowiem z przerażeniem, że w jego kabinie nie ma papieru! Mimo dokładnego

przebadania całej powierzchni swego małego królestwa nie stwierdził, aby obok jego tronu

wisiała tradycyjnie rolka srajtaśmy. Jedyne co znalazł to dziwny wężyk z kranikiem wychodzący

ze ściany i kończący się tuż za jego plecami. Wyobrażacie sobie siebie w takiej sytuacji? Jemu

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

do śmiechu wcale nie było, choć teraz na pewno każdy z was zalewa się łzami wyobrażając

sobie biednego Ojca siedzącego w panice na klozecie. Chcąc nie chcąc wciągnął spodnie i udał

się na poszukiwania papieru. Takowego nie znalazł, jednak poradził sobie za pomocą ręczników

leżących nieopodal umywalek. Dopiero po interwencji dużej grupy zawodników papier w

łazienkach się pojawił i można było spokojnie korzystać z toalet bez ryzyka. Co się okazało?

Ano ów wężyk wystający ze ściany służy tubylcom do mycia się ?po wszystkim? poniżej linii

pleców. Co prawda nie wiem jak to działa w praktyce i chyba nawet nie chcę sobie tego nawet

wyobrażać, ale właśnie z tego powodu lewa ręka w krajach muzułmańskich uważana jest za

rękę ?brudną? i na przykład za poklepanie kogoś po plecach lewą ręką można narazić się na

spore nieprzyjemności. Jest to jeden z najlepszych dowodów na to, że podróże kształcą?

Wielkie turnieje bowlingowe, do jakich niewątpliwie należą mistrzostwa świata, są taką samą

dobrą okazją do zawierania nowych znajomości jak teraz dla nas wszystkich duże pokerowe

eventy. Gracze z całego świata stanowią cudowną mieszankę i często można zawrzeć fajne

znajomości. Akurat tak się złożyło, że naszymi najlepszymi kumplami wśród wszystkich ekip

zostali reprezentanci Republiki Południowej Afryki. Okazja do lepszego poznania się trafiła

się szybko. W naszym hotelu był klub o nazwie ?Bar One?, w którym co wieczór kwitło życie

towarzyskie. Lokal ten był wręcz oblegany przez męskie reprezentacje, a powodem tego

zainteresowania były dwie przecudownej urody tancerki zabawiające klientów tego baru swym

tańcem i towarzystwem. W tym właśnie lokalu spotkaliśmy się pierwszego wieczora z

chłopakami z RPA. Kilka drinków później byliśmy już mocno zaprzyjaźnieni, co oczywiście

spowodowało liczne ?akcje? z naszymi nowymi kolegami. A to włamanie w środku nocy na

zamknięty o tej porze basen i konkurs skoków do wody ?na waleta?, a to śpiewanie chórem

w środku nocy ?You are so beautiful? pod oknami dziewczyn z RPA (co zakończyło się dla

nas dość nieszczęśliwie, bo dziewczyny z RPA smacznie spały, za to obudził się nasz trener i

zebraliśmy ostry opier?), a to wzajemne obrzucanie się cytrusami z okien hotelowych pokoi

(to oni zaczęli!).

Ale największa jazda była w dniu, kiedy zaprzyjaźniliśmy się z Rosjanami!

Nie powiem, nasze zainteresowanie ekipą rosyjską nie było bezinteresowne. ?Iwany? dzień w

dzień mieli bowiem pod dostatkiem wódeczki, której normalnie nie można było kupić nigdzie

(muzułmanie nie piją alkoholu), a w barze każdy napój wysokoprocentowy był cholernie

drogi. Trzeba było więc znaleźć dla nas nowe ?źródełko?, a nasi wschodni sąsiedzi byli do tego

idealni. Po szybkim znalezieniu wspólnego języka z Rosjanami dowiedzieliśmy się, że oni

przywieźli ze sobą kilka skrzynek gorzały! ?Stolicznaja? dobra jest jak każda inna, a nasz

nowy kumpel z Moskwy Andriej obdarzył nas dwoma litrowymi butelkami tego trunku. Zaraz

dostał od nas ksywę ?Stadion?, bo opowiedział nam dobrą polszczyzną, że mieszkał wiele lat

w Warszawie i handlował na słynnym Jarmarku Europa na Stadionie Dziesięciolecia. Odtąd

gdy tylko zabrakło nam procentów lecieliśmy do pokoju ?Stadiona? i pobieraliśmy nową porcję

wódeczki. A jak już mieliśmy wódeczkę to zabraliśmy się za naszych kolesiów z RPA. Picie

wódki z kieliszka czy szklanki dla każdego (lub prawie każdego) Polaka lub Rosjanina to chleb

powszedni, normalka. Ale nie dla kolesiów z Afryki! Gdy zobaczyli jak ?walczymy? z Ruskimi

to oczy mieli okrągłe ze zdumienia. W końcu jeden z nich nie wytrzymał i też chciał spróbować.

Pierwsza wypita lufa zdemolowała mu świadomość ? mało się nie udusił, kaszlał, prychał,

charczał, pluł? OMG, co za amatorszczyzna! Generalnie te ?próby? chłopców z RPA skończyły

się dla nich tragicznie ? w zasadzie wszystkich trzeba było transportować ?na wleczonego? do

ich pokojów, bo padali pod stół jeden po drugim po naprawdę niedużych ilościach rosyjskiego

przysmaku. Jakbyście ich zobaczyli następnego dnia? O matko! Wraki! Totalnie zdemolowani!

A właśnie szykowaliśmy się na drużynówkę podczas MŚ! Byli chyba przedostatni?

Twin Towers

O pobycie w Malezji mógłbym opowiadać naprawdę długo. To naprawdę fajne miejsce i bardzo

chciałbym tam kiedyś wrócić. Wielkie Twin Towers, największa wieża telewizyjna na świecie,

najwyższe schody na świecie, największa flaga na maszcie itd. ? Malezyjczycy mają na tym

punkcie hopla i we wszystkim starają się prześcignąć Amerykanów, na których się wzorują

na każdym kroku. Kolejne rekordy w Kuala Lumpur bije się co chwila. Gdy w 2003 roku tam

byłem to budowano właśnie największy na świecie kompleks handlowy i największe na świecie

kino z 60 salami! Jednak wszystko co dobre szybko się kończy i trzeba było wracać do Polski.

I znowu ten olbrzymi Boening, znowu ponad 13 godzin lotu? Ale tym razem mieliśmy więcej

szczęścia i trafiliśmy na miejsca gdzieś pośrodku samolotu przy pomieszczeniu dla stewardes.

Można więc było wygodnie rozciągnąć nogi, bo przed nami nie było innych foteli. Mały horror

zaczął się podczas lądowania w Amsterdamie. Lądowaliśmy o świcie, około 6 rano. Przed nami

na specjalnie rozkładanych siedzeniach siedziały śliczne ciemnoskóre stewardesy. I wszystko

by było fajnie, gdyby nie fakt, że one jakoś dziwnie wyglądały, kurczowo trzymały się poręczy

i ? o ile można tak powiedzieć o śniadoskórych dziewczynach ? były blade jak ściana! Kurcze,

coś było nie halo! Gdy zeszliśmy poniżej poziomu chmur już wiedzieliśmy co. Zaczęły się

straszne turbulencje spowodowane porannym przymrozkiem w Amsterdamie, samolotem nosiło

we wszystkie strony. Nagle, gdy byliśmy jakieś 15-20 metrów nad ziemią samolot wpadł w

jakąś dziurę zimnego powietrza i po prostu spadł z wielkim hukiem na pas! Żołądki podeszły

nam do gardeł, w samolocie rozległy się pierwsze okrzyki przerażenia i gdyby nie fakt, że

byliśmy już na ziemi to pewnie doszłoby do masowej paniki. Na szczęście wszystko skończyło

się szczęśliwie i cali wróciliśmy do domów.

ERRATA DO CZĘŚCI PIERWSZEJ

W pierwszej części opisywałem nasz wyjazd do Rygi. Jednak nie opowiedziałem wam jak

wróciliśmy do domu. Przecież autokaru już nie mieliśmy (zresztą ja bym już wtedy nie wsiadł

do żadnego autobusu), bo uległ kasacji, a na pomoc naszej ambasady nie można było liczyć.

Został samolot. Powrót wypadł nam na dzień przed Wigilią, akurat tak, żeby zdążyć na Święta

do domów. Część z nas kupiła bilety na samolot do Warszawy, druga grupa w podróż powrotną

udała się rejsowym autokarem Ryga ? Warszawa zwanym ?przemytnikiem?. Jak sami nam

potem opowiadali jechali z ?ruskim Schumacherem? i oni naprawdę dojechali w 12 godzin,

choć pogodę mieli podobną co w tamta stronę. Takich niezapomnianych wrażeń ja nie miałem.

Razem z Dzidziusiem wsiedliśmy w samolot i w niewiele ponad godzinę byliśmy na Okęciu.

Ale tu zaczęło być wesoło! Zima jak cholera, mróz, śnieg ? a my pierwsze co zrobiliśmy po

wyjściu z samolotu to złapaliśmy się za papierosy. Przypaliliśmy po sztuce czekając, aż wyjdą

wszyscy pasażerowie i zapakują się do lotniskowego autobusu. Nagle jakieś zamieszanie, krzyki,

afera! Rozglądamy się co się dzieje i skąd ten zgiełk, a okazało się, że to? przez nas! Żaden z

nas nie zauważył bowiem, że jak gdyby nigdy nic paliliśmy sobie papierosy stojąc przy cysternie

pełnej paliwa do samolotów! Dopadła nas natychmiast straż graniczna, zabrali nam paszporty,

no dym jak nie wiem co! Jedyny plus to taki, że jak reszta marzła pod samolotem to nas zabrali

jakimś samochodem do komisariatu na Okęciu. Nie na darmo ma się jednak wygadaną gębę ?

zacząłem przepraszać gościa ze straży, że my nie wiedzieliśmy, że zestresowani, że taka podróż,

że wypadek? A ten mi na to, że jak zapłacimy po 5.000 euro mandatu to się oduczymy palić

na pasie startowym! O fuck! Trochę drogo! Ale ostatni argument szykowałem na koniec. Tekst

?Panie, przecież jutro są już Święta, bądź Pan człowiekiem!? złamał w nim opór, pogroził nam

jeszcze tylko palcem, oddał paszporty i puścił wolno. Uffff?

I jeszcze jedno ? napisałem, że wszyscy zagraliśmy w Rydze słabo. A to nieprawda! Upomniał

się o korektę Warsaw, który był w tym turnieju w kasie. A że była to chyba jego jedyna kasa w

bowlingu to musi to dobrze pamiętać. A więc poprawiam i przepraszam za błąd!

Poza tym Mario prosił, żebym w początkowym zdaniu poprzedniego odcinka bloga brzmiącym

??mój serdeczny druh z czasów bowlingowych, a obecnie jeden z dawców w warszawskich kasynach??, a mówiącym właśnie o nim, skreślił koniecznie określenie ?dawca?, bo mojego

bloga czyta również jego tata i będzie wstyd. Oświadczam więc niniejszym, że nie skreślę tego

nawet za milion dolarów!! Za to serdecznie pozdrawiam tatę Mariusza i dziękuję za czytanie

mojego bloga!

Kod do rejestracji: POKERTEXAS