Długi powrót do domu

UNIBET OPEN ? SUKCES ORGANIZACYJNY

Sala pokerowa

Na pewno cały turniej można zaliczyć do bardzo udanych. Frekwencja w main evencie w

liczbie 320 graczy to poziom prawie taki jak w turniejach EPT. Oczywiście wpisowe było tu

zdecydowanie mniejsze, co nie znaczy, że poziom wiele niższy. Na pewno w turnieju można

było spotkać wielu dobrych graczy, choć ludzi mających niewielkie pojęcie o pokerze (głównie

stałych bywalców kasyna) też się trochę uzbierało. Jak to bywa w takim dużym turnieju nie

brakowało niespodzianek ? piąte miejsce w całym turnieju zajął miejscowy dziadek, którego

można nazwać jedynie jako ?lucky river player?. Już na jednym z pierwszych poziomów

blindów powinien odpaść z gry ? za cały swój stack sprawdził all ina gracza posiadającego KK

z parą czwórek! Gdy zobaczył króle u przeciwnika zaczął biadolić nad swym pechem (lol!),

ale czwórka na riverze dała mu żetony i możliwość dalszej gry. Następne rozdanie miało

miejsce już w kasie i brał w nim udział Pawcio ? dziadek all in z 77, Pawcio call z JJ, a za nimi

ręce już zacierał zawodnik z American Airlines w ręku. River to oczywiście siódemka? W

każdym razie dziadek był mistrzem suckoutów fundowanych swoim rywalom i w ten sposób

doszedł do FT. Tylko pogratulować!

Kasyno Lugano

Samo kasyno robi naprawdę olbrzymie wrażenie. Wielki budynek (widoczny na zdjęciu) z

wieloma salami, barami, restauracjami i wszystkim co potrzebne jest klientom. Turniej odbywał

się na dziewiątym piętrze kasyna, w przestronnej sali z wielką sceną, na której rozgrywano

stół finałowy przy kamerach telewizji. Duża ilość stołów do pokera pozwoliła na organizowanie

wielu sitów (buy in od 100 do 500 euro) i kilku side eventów (za 330 i 550 euro) równocześnie.

Cash games grano już w salach kasyna kilka pięter niżej, najczęstsze stawki to 10/20 i 20/40

franków szwajcarskich.

Nasza ekipa była liczna i bawiliśmy się bardzo dobrze. Może nie było oszałamiających wyników,

ale na pewno nasz występ nie przeszedł w Lugano bez echa. Rozmowy w kuluarach z wieloma

graczami, dziennikarzami piszącymi o pokerze czy też osobami organizującymi turniej były dla

nas naprawdę często miłe. To fajnie, że ktoś zauważył, że Polak też potrafi. Staff Unibetu

również stanął na wysokości zadania ? organizacja wyjazdu dla całej ekipy to nie taka łatwa

sprawa, a i opieka nad takimi świrami jak my to nie bulka z masłem. Dominika z Leszkiem

byli jednak niezniszczalni jak terminatory i nie było dla nich ?mission impossible?. Wielkie

dzięki!

Dominika i Leszek - Unibet Staff

WRACAMY!!

W muzeum czekolady

W poniedziałek w południe wsiedliśmy w samochód i zaczęliśmy zbierać się do powrotu.

Najpierw jednak trzeba było szybko odwiedzić Muzeum Czekolady, zrobić olbrzymie zakupy

w tamtejszym sklepie (w tym kilka tabliczek czekolady nadziewanej? Jackiem Danielem!) i

można było wskakiwać na autostradę. W zasadzie podróż przez Szwajcarię to sama radość ?

widoki są naprawdę przecudowne! Zarówno ja, jak i Pawcio czy Grabson, którego zabraliśmy

w drogę powrotną, nie mogliśmy się napatrzeć na pięknie ośnieżone szczyty w pełnym słońcu.

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

Międzylądowanie zrobiliśmy sobie mniej więcej w połowie drogi, gdzieś w okolicach miasta

Hof w Niemczech. W pokoju hotelowym mi i Grabsonowi wzięło się na opowieści z naszego

dzieciństwa (jesteśmy w końcu rówieśnikami), więc rozpoczęła się gadka z cyklu ?Wspominki

starych dziadów? ? o grze w kapsle, o Teleranku i Zwierzyńcu, o Adamie Słodowym, o całych

dniach na dworze, o pierwszych komputerach typu ZX Spektrum czy ATARI i oranżadzie w

plastikowych woreczkach na polskich plażach. A że po drodze słuchaliśmy sporo muzyki to

i tego tematu nie mogło zabraknąć w naszych wspomnieniach ? lista przebojów Trójki czy

audycja Tomka Beksińskiego w programie 2 Polskiego Radia to było coś!

Następnego dnia ruszyliśmy dalej. Niemieckie autostrady są nudne, ale kilometry lecą szybko.

Jednak kiedy już widzieliśmy przejście graniczne? złapaliśmy bad beata! Jakieś 300 metrów

przed przejściem złapała mnie niemiecka policja! No cóż, może i było tam jakieś ograniczenie

prędkości do 40 km/h, ale kto by tam na to patrzył jak mu się już marzy polski schabowy i

pomidorowa? Trafili mnie na szczęście bez ?suszarki?, więc i tak powiedziałem, że jechałem

stówą, gdy tak naprawdę miałem sporo więcej. Po negocjacjach udało mi się pojechać dalej

za jedyne 20 euro.

Po odstawieniu Grabsona pod dom we Wrocławiu ruszyliśmy dalej przez ?cudowne? polskie

trasy. Nie ma jak jechać na trasie Wrocław ? Warszawa w deszczu i mgle, po ciemku, po

kilku godzinach za kółkiem walcząc z koleinami? Brrrr!! Powoli, bo powoli, ale w końcu

dotarliśmy do Warszawy. Cała trasa to ponad 3200 km w obie strony. Mieliśmy nawet przez

chwilę taki pomysł, żeby zajrzeć na sesję tajczyka na WLP, ale w końcu udaliśmy się do domów.

Pora trochę pomieszkać, bo najbliższe miesiące to naprawdę sporo turniejów do rozegrania.

Polish Poker Cup, festiwal w Hiltonie, Unibet Open, EPT (mam nadzieję zagrać przynajmniej

w side evencie tak jak ostatnim razem) ? będzie grania od groma! Na szczęście wszystko mam

na miejscu w Warszawie, więc odpadają chociaż podróże. Poza tym liga i Hilton, do którego

chce wreszcie ponownie zacząć chodzić w miarę regularnie, przynajmniej na freezouty za 200,

300 i rebuye po 100. To wszystko daje do końca roku kilkadziesiąt turniejów live. Mam nadzieję,

że inne moje obowiązki pozwolą mi to wszystko ogarnąć?

PARADISE POKER ? PAŹDZIERNIKOWE ATRAKCJE

A tu jeszcze granie w sieci! A jest w co się pobawić, bo Paradise znowu szykuje coś nowego.

Tym razem dzięki promocji dla Polaków można dostać się na turniej Amsterdam Master Classics

of Poker w listopadzie. Do wygrania 3 pakiety o łącznej wartości 14.000 na turniej główny i side

event podczas tego wydarzenia. Dostać się do tego turnieju można na kilka sposobów, szczegóły

można znaleźć na naszym forum oraz na stronach Paradise Poker. Również dla graczy freerolli

jest kilka ciekawych opcji ? seria turniejów z wieloma atrakcyjnymi nagrodami rzeczowymi.

Zapraszam do gry!

Kod do rejestracji: POKERTEXAS