Unibet Open – startujemy!!

PODRÓŻ Z PRZYGODAMI

W środę po południu wyruszyliśmy z Pawciem samochodem w drogę. Mieliśmy do pokonania

około 1500 km, więc postanowiliśmy nie zamęczać się bezsensowną drogą ?na raz?, tylko

dojechać do Niemiec i tam gdzieś przenocować.

Jakie są polskie drogi każdy wie – do

najlepszych nie należą. Ale i tak nasi drogowcy (a może policja?) potrafili mnie zaskoczyć.

Oczywiście in minus. Okazało się, że jakiś pseudointeligent kazał wzdłuż całej trasy Warszawa ? Piotrków Trybunalski poustawiać dziesiątki fotoradarów z ograniczeniami do 70 km! Jasne,

łatwiej postawić radar niż zbudować dobrą drogę?

Generalnie jazda przez Polskę była słaba

i tylko fakt, że trajlowaliśmy przez całą drogę z Pawciem jak bazarowe przekupki, umilał nam

czas. No, powiedziałbym nawet, że rozmowa szła nam nadzwyczaj dobrze, bo w pewnym

momencie tak się zagadaliśmy, że? przejechaliśmy zjazd z autostrady za Wrocławiem na

przejście graniczne. No cóż, bad beat. Nadrobiliśmy przez to kilka ładnych kilometrów?

Za to tuż po przejechaniu granicy (Schengen to piękna sprawa!) zaczął się raj dla kierowców,

czyli niemieckie autostrady. Jedzie się jak po maśle, prędkość w zasadzie nie ma znaczenia,

bo jak miałem na liczniku 180 km/h, to kilka razy mijały mnie samochody, jakbym stał w

miejscu. Jednak i tak uważam, że Niemcy mogliby się wiele jeszcze od nas uczyć, bo trasy

mają świetne, ale za to infrastruktura wzdłuż autostrad jest żadna. Co jakiś czas parking z

toaletą to jeszcze nie wszystko. Stacji benzynowych jak na lekarstwo, o noclegu można

praktycznie zapomnieć. Więc gdy około 3 w nocy zaczęliśmy się na poważnie rozglądać za

jakimś hotelem, musieliśmy zjechać z autostrady do niedalekiego miasta.

Los chciał, że

trafiliśmy do Plauen, miejscowości poleconej nam przez obsługę jednej z niewielu stacji

benzynowych. Zajechaliśmy do miasta w środku nocy i oczywiście po kolei zaliczaliśmy

kolejne bad beaty. Pierwszy hotel zamknięty na głucho, do drugiego nawet nie znaleźliśmy

wejścia (!!), w trzecim nie było żadnych wolnych miejsc. Dopiero czwarty hotel, który

znaleźliśmy po ponad godzinie błąkania się po mieście, okazał się naszym wybawieniem.

Miły pan recepcjonista o wyglądzie i stroju Scootera zapytał nas na dzień dobry, czy chcemy

jedno wspólne łóżko czy dwa oddzielne. Na naszą odpowiedź, że oczywiście dwa odparł

tylko ?OK, ale musiałem spytać, mamy rożnych gości??. LOL!!

Wchodzimy do pokoju,

a tam? jedno wielkie wyro!! Trudno, byliśmy tak zmęczeni, że zasnęliśmy jak dzieci?

W czwartek z nowymi siłami wróciliśmy na autostrady. Droga leciała szybko, a my z Pawciem

uprzyjemnialiśmy sobie podróż side betami o to, na jaką literę zaczynać się będzie numer

rejestracyjny następnego mijanego przez nas TIRa. Oczywiście w tak skillowej dyscyplinie

musiałem z Pawciem wygrać: trafiłem od razu pierwszy i trzeci strzał! Jednak, żeby nie było

tak słodko, to musieliśmy zaliczyć kolejnego bad beata, bo mapa, którą sobie wydrukowaliśmy

z ? notabene doskonałej ? strony Michelina, miała w sobie błąd, który kosztował nas parę

Kod do rejestracji: POKERTEXAS

kilometrów dodatkowo.

W końcu dotarliśmy do Austrii, zaraz potem wjechaliśmy do

Szwajcarii i zaczęła się droga przez Alpy. Można śmiało powiedzieć, że autostrady alpejskie

są chyba najpiękniejsze w Europie. Widoki, jakie można po drodze podziwiać, zapierają dech

w piersiach. Oczywiście nie brakuje też bardzo długich tuneli przez góry (zastanawialiśmy

się, ile czasu budowano by taki tunel długości 8 km w Polsce? 300 lat??). I jedna uwaga na

przyszłość dla każdego, kto będzie wiózł gdzieś Pawcia samochodem ? NIE DAWAĆ MU

NIC PIĆ!! Ten facet albo ma pęcherz 3-miesięcznego dziecka, albo nie ma jelit, bo co tylko

się czegokolwiek napił, to zaraz musiałem się zatrzymywać na parkingu? W drogę powrotną

kupię mu paczkę pampersów!

LUGANO CZYLI JESTEŚMY NA MIEJSCU!

Po pokonaniu tysięcy serpentyn, wjazdów i zjazdów dojechaliśmy na miejsce. Lugano to

przepięknie położona miejscowość. Tuż nad jeziorem, wokół góry ? krajobraz iście bajkowy.

Ale my tu nie na wakacje tylko na pokera przyjechaliśmy, więc pierwsze kroki od razu

skierowaliśmy do kasyna. Trzeba przyznać, że powiedzenie ?głupi ma szczęście? zyskało

nowego wymiaru. Nasz hotel jest oddalony od kasyna o kilkaset metrów i szliśmy do niego

5 minut spacerkiem. Reszta ekipy, która przecież załatwiała sobie hotele o wiele wcześniej

niż my, ma do kasyna kawał drogi (najbliżej to by mieli wpław przez jezioro). Taksówkarze

w Lugano mają więc szybciej Gwiazdkę w tym roku?

Samo kasyno robi imponujące wrażenie. ?Nuovo Casino di Campione? to olbrzymi budynek

przyjmujący swych gości na dziewięciu piętrach! Turniej odbywać się będzie właśnie na

najwyższym poziomie w wielkiej sali, na której rozstawionych jest kilkadziesiąt stołów do

pokera. Wczoraj odbył się już pierwszy side event za 300 euro, ale nasi nie grali zbierając

siły na turniej główny. No, nie wszyscy?

Michał Wiśniewski już walczył przy stoliku

wygrywając jednego z licznie organizowanych sit&go, więc pierwszy sukces już na koncie

Polaków jest. Zanim jednak dotarliśmy z Pawciem na odpowiednie piętro, ponownie mieliśmy

przygodę. Nie mogliśmy bowiem dostać się do windy! Akurat z trzeciego piętra, na którym

byliśmy, nie można było wezwać windy. Weszliśmy więc na schody, aby zejść piętro niżej.

Tyle tylko, że okazało się, że drzwi otwierają się tylko od strony kasyna. Zostaliśmy więc

uwięzieni na korytarzu!

Błąkaliśmy się więc po schodach w górę i w dół, aż w końcu ktoś

z ochrony musiał nas zauważyć poprzez kamery i jakiś gość z obsługi otworzył nam wrota.

Ufff? A już mieliśmy czarne wizje naszego pobytu?

W końcu złapaliśmy się z resztą ekipy podczas powitalnego party. Po kolei docierali nasi

gracze i gdy na końcu dotarli Warsaw i Woy, zebraliśmy cały komplet. Polska jest ponoć

czwartym krajem pod względem reprezentacji co musi stanowić dobry wynik na obcej

ziemi. Prawie 20-osobowa ekipa jest gotowa do dzisiejszej walki. Trzymajcie za nas kciuki!

Kod do rejestracji: POKERTEXAS