Jack Dziadek

0
695

Dzisiejszy tekst nie będzie o pokerze, rozdaniach, akcji na stołach i innych tego typu tematach. Jeśli więc tego się spodziewacie – sorry, nic z tego. Dziś będzie o tym, jak zostałem dziadkiem!

Na początku tego roku napisałem dwuczęściowy tekst pod tytułem „Zanim zejdę z tego świata, chciałbym…”, w którym punkt po punkcie wymieniłem swoje największe życiowe plany i marzenia na dalszą część życia. Jeden z podpunktów brzmiał „Doczekać wnuków i prawnuków” i brzmiał tak:

Mam prawie 46 lat i dwójkę dorosłych dzieci, w tym roku oboje będą „z dwójką z przodu”. Kwestia pojawienia się wnuków nie jest może sprawą najbliższych miesięcy (o rany, oby nie!), ale pewnie kilku najbliższych lat. Tak więc na pojawienie się prawnuków muszę poczekać jakieś 30 lat. Easy call! Będę akurat pewnie latał między stołami na jakiejś kolejnej pokerowej relacji…

Chciałbym zwrócić Waszą uwagę na to krótkie „o rany, oby nie!” w nawiasie. Cóż, rzeczywistość dogoniła mnie o wiele szybciej, niż mi się mogło wydawać. Dosłownie kilka dni później mój 26-letni syn Kuba przyjechał do domu ze swoją dziewczyną, aby powiadomić nas, że zostaniemy za kilka miesięcy dziadkami. Stało się to tuż przed moimi czterdziestymi szóstymi urodzinami…

Moja żona popłakała się oczywiście ze szczęścia, a ja… no cóż, po cichu uroniłem łezkę w kąciku, żeby nikt nie widział. Będę dziadkiem, rany boskie! Sam zaczynałem „przygodę” z dorosłym życiem bardzo szybko, mój syn urodził się dwa dni przed moimi dwudziestymi urodzinami i można się było jakoś tam spodziewać, że jeśli zostałem młodym tatą, to i młodym dziadkiem też mogę zostać, nawet dość szybko. Ale wiecie jak to jest – świadomość swoją drogą, a rzeczywistość swoją drogą. Nikt nie jest nigdy gotowy na przyjęcie na klatę takiej informacji i zawsze jest to jakieś zaskoczenia (bo szok to jednak za duże słowo). Dla nas było to z jednej strony coś, co wybiło nas na chwilę z kapci, ale równocześnie coś cholernie fajnego.

Jeśli w swoim życiu możemy być z żoną z czegoś dumni, to na pewno jesteśmy z naszych dzieci. Mamy z nimi zwyczajne przejścia i problemy, jakich każda rodzina ma wiele na przestrzeni wielu lat wspólnego życia pod jednym dachem, ale są z całą pewnością świetnie wychowane. I syn i córka są bardzo rodzinni, emocjonalni, uczuciowi. Wiedzą, że wzajemny szacunek i miłość w życiu są najważniejsze. To staraliśmy im się wbijać do głów przez wszystkie młode lata i chyba nam się to udało, bo dzisiaj patrzymy na nich z dumą. Wiemy więc, że oni również wychowają w ten sposób swoje dzieci.

Dwa dni temu urodził się więc mój wnuk. Po kilku miesiącach oczekiwania, robienia planów, zastanawiania się, jak to będzie, w końcu przyszedł na świat. 56 centymetrów i 3,6 kg największego szczęścia, jakie można dostać od życia. Wczoraj po raz pierwszy go zobaczyłem, po raz pierwszy wziąłem go na ręce i… totalnie zwariowałem! Raczej spodziewałem się już od dłuższego czasu tego, że będę psychodziadkiem ślepo zapatrzonym w swojego wnuka, ale nie spodziewałem się raczej, że mi odwali. Jeszcze niedawno, gdy nasza redakcyjna koleżanka Klarownica była w ciąży i szykowała się do narodzin swego dziecka, sam jej mówiłem, żeby nie została szaloną matką i żeby nie wrzucała co chwilę tysiąca zdjęć swojej pociechy na Facebooka czy Instagrama, ale już w kościach czuję, że sam będę dokładnie to samo robił. Jeśli więc jesteście moimi znajomymi na FB lub obserwujecie moje inne social media – już teraz z góry Was przepraszam, ale crazy dziaduniowi pewnie puszczą raz czy drugi hamulce! Poza tym po co się tyle czasu uczyć robić fajne zdjęcia, jak teraz miałbym z tego nie skorzystać?

View this post on Instagram

#HappyGrandpa

A post shared by Rafał Gładysz (@jdpoland) on

Gdy bierze się na ręce swoje dziecko po raz pierwszy, czuje się ogromną dumę, wielkie szczęście i nieprawdopodobne emocje. Pamiętam, gdy rodziły się moje dzieci, pamiętam momenty, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy, tego uczucia nie da się opisać. Z całą pewnością potwierdzi to każdy rodzic czytający te słowa. Ale jak się czujesz, gdy bierzesz na ręce swojego wnuka? Krew z twojej krwi, ale w kolejnym pokoleniu? Powiem Wam jak – dokładnie tak samo! Nic się nie zmienia! Maleńka, bezbronna istota łapie cię nieświadomie za kciuka i już wiesz, że jesteś w stanie dla tego dziecka przenieść góry, oddać mu całe serce i zabić, jeśli będzie to konieczne. Zrobisz wszystko – tak, jak dla swoich dzieci.

Dwa dni temu miałem dokładnie 46 lat i 7 miesięcy, gdy urodził się mój wnuk. Plany, które snułem w swoim tekście z początku roku mogą się więc ziścić zdecydowanie szybciej, bo jak wszystko „dobrze pójdzie”, to pradziadkiem mogę być nawet przed siedemdziesiątką. Mojej mamie udało się przynajmniej wskoczyć niedawno na 70+, zanim została prababcią, ale ja już się mogę nie wymigać. Ale wiecie co? Byłoby bosko!

Teraz przede mną kilka lat wytężonej pracy, bo muszę nauczyć wnuka najważniejszych rzeczy, które będą mu potrzebne w życiu. Musi zostać fanem Gwiezdnych Wojen oraz kibicem Legii i Manchesteru United. Pokochać sport, naturę, kino, fotografię, podróże. Nauczyć poznawać świat własnymi oczami i wyrabiać sobie na każdy temat własne zdanie. Musi poznać oczywiście tajniki pokera, bo musi zostać mistrzem Main Eventu WSOP (już obliczyłem, że pierwszy możliwy termin, to lipiec 2041 roku, więc zapamiętajcie tę datę!). Sporo roboty do wykonania, a rodzice mu przecież sami wszystkiego nie powiedzą, nie? Takich rzeczy będzie uczył dziadek!

W naszym życiu zaczyna się nowy etap. Dużo się zmieni i już nic nie będzie takie samo. Ja na pewno nie będę już taki sam. Teraz nie jestem już tylko ojcem rodziny, ale również dziadkiem i najstarszym męskim członkiem rodziny Gładyszów. To na pewno spora odpowiedzialność, ale jednocześnie… wiecie, ile będzie cholernie dobrej zabawy?

Trzymajcie kciuki za JD Juniora! A i za dziadka JD też możecie!

dziadek

Redaktor naczelny Pokertexas.net, dinozaur polskiego pokera, fan trash talkingu i 53 w drzewkach