Ikony pokera – John Juanda

0
355
John Juanda

Kto chłonie pokerowe wieści tylko na bazie sinusoid high stakes online i karcianych ploteczek, ten może zapytać nawet – co zdjęcia Bruce'a Lee robią na PokerTexas? Ci jednak, którzy baczniej śledzą to, co dzieje się w świecie pokera, wiedzą, że John Juanda potrafi zaserwować swym przeciwnikom pokerowe kung-fu godne Smoka.

„Pieniądze przychodzą i odchodzą, ale czynnikiem, który przyciąga mnie do gry, są przeciwnicy” – czyż słowa te nie pachną ideologią wielkiego wojownika? John Juanda ma w sobie z mistrza Lee coś więcej niż tylko opanowane, przenikliwe spojrzenie, którym czyta rywali jak pierwszoklasiści elementarz.

JJ nie rozsiada się przy stole z tłustym żarciem, by sącząc piwsko liczyć zawczasu pieniądze oponenta w swojej kieszeni. JJ siada grzecznie i milczy, ale każdy jego ruch jest agresywnym ciosem, który sieje o wiele większe spustoszenie w psychice rywala niż jakikolwiek trash talk.

Johnson Juanda (bo tak właśnie brzmi pełne imię karcianego Magica) urodził się w 1971 roku na indonezyjskiej Sumatrze. Jego rodzice, by zarobić na wykształcenie i dobrobyt swych pociech, poświęcili się całkowicie prowadzeniu firmy. Synka, wraz z jego rodzeństwem, pozostawiali pod opieką dziadków. Juanda Senior nie wpajał wnukom tajników wschodnich sztuk walki. Gry w pokera też jednak nie uczył.

John był bardzo bystrym i inteligentnym młodzieńcem. Bił lekkoatletyczne rekordy od sprintów po długie dystanse, czym zyskiwał serducha młodych Indonezyjek. Buntowniczy charakter utrudniał mu jednak przykładne pokonywanie edukacyjnych szczebli. W tym czasie jego papa pił już i gamblował. Wobec tego matka zaczęła planować dla syna amerykańską przyszłość, byle tylko ten nie powielił ojcowskiego wzorca.

W 1990 roku JJ siedział już w samolocie do Oklahomy. Setki metrów nad poziomem morza po raz pierwszy przywitał się z talią kart. Jego towarzysz, by utwierdzić go w przekonaniu do pokerowego przeznaczenia, w pierwszej ręce, jaką mu rozdał, zaprezentował Royal Flusha w pikowej okazałości. Niegłupi John jednak błyskawicznie stwierdził, że nie chce takiego szczęścia – chce być po prostu dobry.

Pierwsze kroki Juandy na szczęśliwej ziemi nie należałby do łatwych. Aby zarobić na przyszły dyplom MBA, chłopak sprzedawał biblie. I jako innowierca robił to nadzwyczaj skutecznie. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę barierę językową. trudności komunikacyjne sprawiły, że medański James Dean objawił się w Stanach jako milczący i obserwujący grzeczniś. Gdy w 1996 roku John po raz pierwszy zagościł w amerykańskim kasynie – też tylko milczał i obserwował. A kiedy był już gotowy… wciąż obserwował i milczał, przy okazji tylko zgarniając pokaźne pule.

John Juanda

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych regularnie zgarniał w przybytkach Los Angeles cztero- i pięciocyfrówki. W 2002 roku zdobył swą pierwszą bransoletkę World Series of Poker, triumfując w zapomnianym już evencie 1500 $ Limit Ace-to-Five Triple-Draw. Niespełna dwa tygodnie później przegrał z Gusem Hansenem w heads-upie mistrzowskiego turnieju World Poker Tour. Dzięki solidnej grze tamże zaczął zdobywać respekt w środowisku i wywalczył tytuł gracza roku magazynu Card Player.

Rok później dołożył kolejne dwie błyskotki WSOP, po których przyszedł czas m.in. na ship Main Eventu WSOPE. Wtedy to po 22 godzinach gry karetą szóstek zburzył marzenia Stanislava Alekhina. W 41. edycji cyklu ugrał niesamowite cztery stoły finałowe i zwycięstwo na Aussie Millions. Piątą zdobycz WSOP do kolekcji uchwycił przed sześcioma laty.

W 2012 roku wygrał ponad pół melonika w Super High Rollerze na WPT World Championship, ponad 1,6 mln $ w SHR w Makau oraz 0,8 mln $ podczas Majestic Rollera, rozgrywanego w ramach WSOP Europe. W kolejnych latach tak sowitych wypłat nie było mniej – wymieńmy chociażby tytuł EPT Barcelona w 2015 roku i niedawne, listopadowe zwycięstwo w Triton Macau Main Evencie. Prawie 24 mln $ lifetime earnings dają mu siódme miejsce na All-Time Money List. Kupa kasy.

Image uśmiechniętego gentlemana i pozorna pasywność – to wszystko sprawia, że przeciwnicy często lekceważą Johna Juandę. Dobry wojownik potrafi to wykorzystać. Do najbliższych pokerowych przyjaciół Juandy należą gracze, którzy razem z nim tworzyli „crew”, szturmującą pokerowe salony w latach dziewięćdziesiątych. Phil Ivey, Allen Cunningham oraz Daniel Negreanu – znacie mocniejszy koleżeński kwartet? Nie sądzę.

„Nie ma szans, byś przejrzał Johna, ale daj znać, gdybyś tego dokonał” – słowa Erika Seidela niezwykle trafnie obrazują jego pozycję na arenie. Nie ma pokerowej sfery, w której jego skill okazałby się nic nieznaczący. Gdy siadasz z nim do stołu, musisz być gotów na solidne wushu zamknięte w stylu pięści przebicia. Możesz mieć „wejście smoka”, ale ze wstydem wychodził będziesz po angielsku.

Nie twierdzę, iż pisanie jest lepsze od seksu, ale po skończonym artykule idę zapalić i kładę się twarzą do ściany. Niespełniony król rock’n’rolla.